Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa - doświadczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świadectwa - doświadczenia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 kwietnia 2017

Świadectwo – Co dała mi Wspólnota?



Świadectwo – Co dała mi Wspólnota?

  •  Po pierwsze zawsze myślałam, że jestem nawrócona, bo chodzę do kościoła, modlę się, korzystam z sakramentów i że to mój mąż musi się nawrócić, bo akurat on nic z tych rzeczy co wymieniłam.
  • We Wspólnocie (WKC) Krwi Chrystusa dotarło do mnie, że to ja mam się nawracać codziennie, w każdym czasie zawsze mam wybierać dobro
  • Nauczyłam się, że to ja pierwsza mam zaczynać tworzyć z mężem jedność
  • Polubić to co inni lubią, a nie dziwić się dlaczego mąż nie lubi, to co ja lubię, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby polubić to co mąż lubi np. oglądnąć mecz ale też zainteresować się tym meczem. Co też się nauczyłam i oglądałam.
  •  Dzięki mojemu nawracaniu, nawrócił się mój mąż, króry wstąpił do WKC, został w niej animatorem. Pogłębiła wiarę moja rodzina.
  • Nauczyłam się rozważać Pismo Św. i żyć Słowem Bożym.
  • Słowo Boże jest dla mnie mądrością, światłem, drogowskazem, jak nie wiem jak mam postąpić, to czynię tak, jak mi mówi Słowo Boże, które wybieramy na spotkaniu po rozważeniu danej Ewangelii.
  • Życie Słowem Bożym daje niesamowite owoce 


Jestem wdzięczna Panu Bogu za tę Wspólnotę Krwi Chrystusa i za Misjonarzy, którzy nas formują.
Barbara 

niedziela, 15 grudnia 2013

Polubić siebie

 Świadectwo wygłoszone na Jasnej Górze (Nocne Czuwanie WKC)
Jestem w tej chwili już dojrzałą osobą, mam męża i trzech synów u progu dorosłości oraz licznych krewnych, wiele zaprzyjaźnionych osób. Mimo to miałam wiele problemów ze sobą. W przeszłości widziałam siebie jako „brzydkie kaczątko”, - taki nieudacznik. Zazdrościłam koleżankom wyglądu, inteligencji, łatwości nawiązywania kontaktów, dobrych stopni.  Przeszłam okresy nie akceptacji, nawet nienawiści do siebie. Wpadałam w stany bezsilności, załamań, braku chęci do życia. Wiele spraw widziałam w czarnych kolorach. Dlatego też moje emocje były bardzo różne, czasami byłam zła, złośliwa, jak również wiele łez wylałam w poduszkę - mając pretensje i żal do Pana Boga, że taką mnie stworzył. Potrafiłam robić sobie na złość. 

W chwilach wielkiej  pustki i bezsilności na dnie tego wszystkiego pojawiała się moja jedyna nadzieja, mój ratunek w Matce Bożej. Poczucie bliskości z Matką Bożą przywracało we mnie chęć do życia i uwalniało mnie od tych napięć i przeżyć. Ona też zaprowadziła mnie najpierw do Duszpasterstwa Akademickiego,  a następnie w życiu małżeńskim do Wspólnoty Krwi Chrystusa. Tam W niej czułam się dobrze, jak w domu, w którym jest ciepło, zrozumienie i akceptacja mojej osoby. Poczucie wspólnoty, okazywanie sobie życzliwości, miłości, dążenie do jedności, było jak lek na rany. Były to początki mojego uzdrowienia: poczucie, że nie jestem taka najgorsza, że posiadam nawet pewne zdolności, zalety, których wcześniej sobie nie uświadamiałam. Z wielkim trudem i lękiem, ale pełna wiary, że to jest wolą Bożą i nie mogę jej zaniedbać, przyjmowałam zadania, które mi powierzano we Wspólnocie Krwi Chrystusa,  wiedziałam jedno, że mam ufać Panu Jezusowi. Było to dla mnie jakby „zamknąć oczy, skoczyć w przepaść" i szukać ratunku u Pana Jezusa.

Dopiero teraz, kiedy tematem formacyjnym na ten rok jest „Pojednanie przez Krew Chrystusa, a podtematami jest: "Pojednanie z Panem Bogiem, bliźnim i z samym sobą”, a szczególnie "pojednanie z samym sobą" dało mi nowe światło o mnie i moich problemach.  Bardzo ważnym momentem dla mnie było skupienie, na którym między innymi dotarły do mnie, jak nigdy wcześniej słowa z Księgi Jeremiasza 1,5, które wcześniej wielokrotnie słyszałam  które stały się dla mnie wyjątkowe: „Zanim ukształtowałem Cię w łonie Matki, znałem cię, zanim przyszedłeś na świat, uświęciłem cię” – one to przeniknęły mnie do głębi, zapadły w sercu i stały się dla mnie początkiem  przebaczenia, akceptacji, a nawet polubienia, prawdziwego pokochania siebie. Było to światełko w tunelu…
Zrozumiałam, że Pan Jezus wiedział, że będę grzeszyła, a mimo to  chce być zapraszany do mojej codzienności. Tylko czeka, bym w Eucharystii powierzała się Jego niezwykłej Miłości. Przyjmując Jezusa do swojego serca, oddaję Mu to wszystko, co jest we mnie. Nie zatrzymuję się nad swoimi upadkami, żyjąc w nieustannym poczuciu win i swoich niedoskonałości. Nie skupiam się przez to na sobie, ale dostrzegam Jego Miłość. Kochając siebie, bardziej otwieram się na drugiego człowieka i łatwiej mi jego zrozumieć.
„Przenikasz i znasz mnie Panie… dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła, dobrze znasz  moją duszę, nie tajna Ci moja istota, kiedy w ukryciu powstawałem… oczy Twoje widziały me czyny… i wszystkie są spisane w Twej Księdze, dni określone zostały chociaż żaden z nich jeszcze nie nastał… zbadaj mnie Boże i poznaj mnie serce, doświadcz i poznaj moje troski, i zobacz czy jestem na drodze nieprawej a skieruj mnie na drogę odwieczną” (Ps139, 1.14-16.23-24)
MW

Jestem pojednany z samym sobą

niedziela, 14 kwietnia 2013

Jeśli mnie będziesz szukał z całego serca, znajdziesz Mnie

Jeśli mnie będziesz szukał z całego serca, znajdziesz Mnie
Kurs Filip, 08-10.03.2013. Częstochowa

            Cały ten czas na rekolekcjach - Kursie był większym zbliżeniem mnie do Pana Boga, każde rekolekcje są tego dowodem.
            W liście do Boga „Moja córko”, wybrałam fragment „Jeśli mnie będziesz szukał z całego serca, znajdziesz mnie – to pewne” (Pwt 4, 29) Jezus wciąż mnie zaprasza.
            Wspomnę, że sam wyjazd nie był łatwy. Pracuję w grupie i musiałam prosić koleżanki o zgodę. Powiedziałam im, gdzie jadę i opowiedziałam koleżanką z pracy o swojej Wspólnocie, a wcześniej było mi trudno o tym mówić. Pokonałam swój lęk. Opowiedziałam także o cotygodniowych spotkaniach w tym o rozważaniu Ewangelii. Jedna z koleżanek poprosiła o  książkę „Żyć Ewangelią”.
            Rekolekcje umocniły mnie. Czułam, że jest na tych rekolekcjach Duch Święty. Prowadzący ten Kurs robili, to bardzo dobrze, z dużym zaangażowaniem, z miłością do Słowa Bożego, wszystko było oparte, popierane cytatami z Ewangelii.
            Jestem wdzięczna Panu Bogu i Prowadzącym za ten piękny czas, za odczuwalną Bożą bliskość, za umocnienie. Dziękuję.
Błogosławiona Krew Jezusowa!
G.S.

sobota, 13 kwietnia 2013

Doświadczyłam tam tyle radości

Doświadczyłam tam tyle radości
  Kurs Filip 8-10.03.2013 Częstochowa

Wyjeżdżając z domu źle się czułam, ale pomyślałam, może to mój ostatni wyjazd. Zdecydowałam, że pojadę, bo miałam tyle próśb i podziękowań. Doświadczyłam tam tyle radości.
            Pierwsze - serce z napisem: „Oto stoję u drzwi i kołaczę”, otworzyłam, a tam słowa: „Ukochałem cię odwieczną miłością” (Jr 31,3). Poczułam się bardzo szczęśliwa, właśnie na tym skupieniu zrozumiałam, że pomimo moich wad i słabości jestem kochana.
            Później pisałam list do Pana Boga. Nie wiedziałam jak zacząć, ale pomyślałam, przecież On zna wszystkie moje myśli. Napisałam, więc, co mi serce powiedziało.
            Potem przybijanie kartki do krzyża z naszymi grzechami, prośbami…
A Twoja Jezu miłość… Krwią Najdroższą obmywa nas i wszystko przebacza i jeszcze obdarza wszelkimi łaskami.
            Później włożenie koron na głowę i złożenie ich na ołtarzu. Zrozumiałam, że nie możemy mieć pychy, lecz być pokornym i kochać wszystkich bez wyjątku nawet nieprzyjaciół, bo tylko pokorna miłość daje szczęście i wzmacnia naszą wiarę.

            Do domu wróciłam bardzo szczęśliwa i radosna. W domu dowiedziałam się, że Pan Bóg obdarzył nas łaską, gdy byłam na skupieniu, o którą modliłam się przeszło trzy lata. Nie wiedziałam, jak mam dziękować Panu Bogu, były łzy szczęścia. Nieraz zniechęcałam się, ale postanowiłam nieustannie prosić i modlić się do skutku i doczekałam się.
            Dziękuję Ci Panie Boże, że mnie wysłuchałeś, za wszystkie łaski, jakimi mnie obdarzasz i moją rodzinę  
Dziękuję Ci za Twoją miłość, którą masz,
Którą wciąż obdarzasz nas. - Jezu dziękuję Ci. Jezu dziękuję Ci.
Naucz nas pokornymi być
i w miłości Twojej żyć. - Jezu dopomóż mi.
Pragnę zawsze iść Twoją drogą
i swój krzyż dźwigając z Tobą. - Jezu dopomóż mi. Jezu dopomóż mi.
Pragnę wciąż przy Tobie trwać,
gdy upadnę pomóż wstać – Jezu proszę Cię.
Błogosławiona Krew Jezusowa!
Ania S.

poniedziałek, 15 października 2012

Diecezjalny Kongres - Świadectwo



 „Nikt nie opuszcza domu, braci, siostry, ojca, matki, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie”(Mk 10,29)

            W dniu 13 października 2012 roku rozpoczął się dwudniowy Diecezjalny  Kongres Stowarzyszeń, Ruchów i Wspólnot dla Nowej Ewangelizacji w ten sposób zaznaczając początek Roku Wiary.
Tego dnia przypadało w godzinach przedpołudniowych miesięczne spotkanie diecezjalne animatorów parafialnych połączone z Mszą św. Należało je trochę skrócić, ponieważ przedstawiciele naszej Wspólnoty musieli zdążyć na spotkanie wspólnot do wyznaczonego kościoła stacyjnego. Czułam, że też powinnam tam być, ale moje obowiązki domowe, na to nie pozwalały , a poza tym moja rodzina uważała, że wystarczy ofiarować wspólnocie całe sobotnie przedpołudnie.
            Wieczorem mieliśmy rodzinne wyjście na imieniny bliskiej osoby. Wiedziałam również, że wieczorem w jednym z kościołów stacyjnych odbędzie się spotkanie modlitewne połączone z konferencją oraz Adoracją Najświętszego Sakramentu kończące pierwszy dzień Kongresu. Bardzo chciałam być obecna. Nie wiedziałam jak wymknąć się z tych imienin. Nabożeństwo rozpoczynało się o godzinie 19:30. Około  godziny 19:10 zaczęłam wewnętrzną walkę. Bałam się jechać samochodem, bo wieczorem gorzej widzę. Napomknęłam mężowi, on uważał, że przesadzam, że już powinnam sobie dać spokój. Taksówka nie wchodziła w grę, bo musiałam wrócić na imieninową imprezę. Wewnętrznie powoli zaczęłam się usprawiedliwiać.
            Była już godzina 19:10, ale ciągle gdzieś na dnie serca miałam niepokój. Przyszła mi myśl, co mówi Pan Jezus w niedzielnej Ewangelii - zaczęłam rozważać. Była w Niej mowa o młodzieńcu, który nie potrafił zostawić dóbr ziemskich by pójść za Jezusem, natychmiast w moim sercu pojawiło się Słowo Życia z tej Ewangelii: „u Boga wszystko jest możliwe”(Mk 10,17-30). Pomyślałem chwilę, przecież ja nie mogę postąpić, jak ten młodzieniec (…), a skoro u Boga jest wszystko możliwe, to muszę zaufać Jemu i pojechać samochodem, a Pan Bóg pomoże mi tam szczęśliwie zajechać i wrócić. Jak powiedziałam tak zrobiłam, mimo niezadowolenia męża.
Nabożeństwo trwało dwie i pół godziny, mimo to zdążyłam wrócić na to rodzinne spotkanie jeszcze przed końcem.
            Muszę jeszcze zaznaczyć, że długo nie czekałam na dary od P. Jezusa. Tak jak z Ewangelii: „Nikt nie opuszcza domu, braci, siostry, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie”(Mk 10,29)
Następnego dnia mój mąż zaproponował, że pojedzie ze mną na Mszę św. do kościoła stacyjnego, w którym miała uczestniczyć nasza Wspólnota.
Okazało się, że naszej Wspólnocie przydzielono oprawę liturgiczną, co było dla nas wielką niespodzianką, ale i radością. Na dodatek proboszcz tej parafii poprosił członków naszej Wspólnoty, by została po Mszy św. w namiocie na dyżur służąc pomocą ludziom mającym problem z wiarą. Mogłam również bez żadnej obiekcji pojechać w niedzielę na uroczyste zakończenie Kongresu i zarazem rozpoczęcie Roku Wiary.
Błogosławiona Krew Jezusowa!
 M.W.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Czy będę zbawiona taka wkurzona?



Pewna osoba nie biorąca bezpośredniego udziału w rekolekcjach swoim zachowaniem bardzo mnie dotknęła. Czułam jak we mnie wezbrało się wzburzenie, adrenalina podskoczyła do granic możliwości. W moim wnętrzu powstał chaos, nad którym nie mogłam zapanować, bo emocje wzięły górę.
Popatrzyłam na kartkę ze Słowem Życia, lecz w pierwszym momencie emocje nie dopuszczały treści do mojego serca.
       Jednak przez kolejne spojrzenie na słowa «Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?» dotarło do mnie pytanie: "Czy ja będę zbawiona, taka wkurzona?" Dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, co powinnam zrobić, jak szukać pokoju. Pomyślałam, że ten mój trud przyjmę dla Jezusa w intencji tych rekolekcji, za które się przecież modliłam. Powiedziałam Jezusowi, że jestem gotowa przyjąć, to co przeżywam i jestem gotowa przeżywać, to tyle ile będzie potrzeba, jeżeli jest to komuś potrzebne, jeżeli moja ofiara przeżywanego trudu będzie przydatna - prosiłam Jezusa, aby przyjął tę moją ofiarę, która w tym momencie wydawała się już być mała i bardzo skromna.
       Następnie w moim sercu zapanował całkowity pokój. Poczułam radość, że Jezus przyjął mój trud, to było niesamowite, że z takiej "burzy" w moim wnętrzu się wyciszyło i uspokoiło. Jestem wdzięczna Panu Bogu za to doświadczenie i za piękne rekolekcje. BKJ!

sobota, 27 lutego 2010

Nie samym chlebem człowiek żyje



 Za tydzień w niedzielę było ustalone spotkanie związane z ustaleniem i przygotowaniem prac związanych z majowym odpustem. W poniedziałek pojechałam do córki, do szpitala u której wykryto nowotwór. Bardzo poważna operacja była ustalona na środę i pomyślałam, że nie będzie możliwe, żebym wróciła na czas do Częstochowy. Operacje lekarze przełożyli na czwartek. Zastanawiałam się jaką podjąć decyzje tym bardziej, że miały przyjechać osoby z całej Polski: czy spotkanie odwołać i przesunąć na inny termin, który będzie trudno dopasować, czy może nie jechać, bo mam przecież córkę w szpitalu. 

Rozważałam tę kwestię w świetle Słowa Życia „Nie samym chlebem człowiek żyje” Cały czas trwałam przy Panu Bogu szukając to, co jest Boże - nie moje, nie powszednie. Gorąco i z całą mocą powierzyłam Panu Bogu moją córkę, która jest dla mnie najważniejsza, a i sprawy związane z moim wyjazdem, również były dla mnie wypełnieniem woli Boże. Nie chciałam niczego zaniedbać, bo wiem, że w tym wszystkim nie jestem sama, tylko jest ze mną Jezus. To On ma we wszystkim decydujący głos i pragnęłam, aby Jezus temu wszystkiemu przewodził i troszczył się, bo tylko On i tylko On - Jezus. Wsłuchiwałam się w Jego głos w rozwijających się sytuacjach.

Pierwsza owocna sytuacja była taka że operacja została odwołana jako niepotrzebna i na pewno tego typu operacji już nie będzie. Druga owocna sytuacja, to bardzo pozytywne samopoczucie córki. Trzecia owocna sytuacja, to przede wszystkim córka zaproponowała, abym póki co pojechała do Częstochowy załatwić sprawy Wspólnotowe, mimo że nic na ten temat nie wspominałam. Układające się sytuacje wskazywały, że mogę jechać. Pojechałam, spotkanie się odbyło z dobrym efektem. Obecnie moja córka jest na przepustce w domu i czeka na wyniki. Mnie zięć poprosił o przyjazd na czwartek. Jestem ogromnie wdzięczna Panu Bogu za Jego wszelką troskę.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Zaproszenie na zlot do Chorwacji

Podziękowanie Barbary Błaszczyk jako animatorki krajowej

Kochana Wspólnoto razem z Misjonarzami Krwi Chrystusa, dziękujemy Wam za zaproszenie na zlot z okazji jubileuszu 2oo lat założenia Wspólnoty Krwi Chrystusa.
Dzięki temu mogliśmy poznać bliżej Chorwacką WKC , Wasz piękny kraj: piękne miejsca, krajobrazy, zdecydowanie inne niż w Polsce. Mogliśmy poznać dobrych i ofiarnych ludzi.
Dziękujmy, że  wśród wspaniałego sąsiedztwa, mogliśmy być  na  historycznym, bo pierwszym Odpuście Matki i Królowej Przenajdroższej  Krwi,  na placu budowy przyszłego Domu Misyjnego .
Będąc na jubileuszowej uroczystości  miałam okazję poczuć się gościem,  gdyż zazwyczaj sama angażuje się w różne zjazdy, tym bardziej  widziałam Waszą troskę i  włożony wkład   w przygotowania w każdy punkt programu - "dopięty na ostatni guzik", odzwierciedliło się to w harmonii jedności i miłości wszystkich uczestników jubileuszowej uroczystości. Z radością i wdzięcznością powierzałam Was wszystkich Panu Bogu, zanurzając w kielichu Krwi Chrystusa - w źródle nadziei.
Urzekła mnie chorwacka muzyka, która  jest bardzo melodyjna, słuchając ją czułam, jak unosi do nieba moją wdzięczność  i uwielbienie za Boży dar miłości i wszystko to, co przeżywałam nie tylko ja, bo radość  i nadzieja malowała się na wszystkich twarzach, gdzie tylko popatrzyłam. Cała ta piękna oprawa i rodzinna atmosfera unosiła się  do niebios bram w takt ciepłej chorwackiej melodii , jak piękna woń. 
Było przepięknie i za wszystko bardzo dziękujemy. Chwala liepa. BB

Błogosławiona Krew Jezusowa!

Pokój wam

Zostałam zaproszona do Chorwacji na jubileusz 200-lecie WKC. Był tam zorganizowany wyjazd na krajoznawczą wycieczkę oraz do Sanktuarium Krwi Chrystusa w Lubreg. Jednak ze względu, na brak miejsca, ja miałam nie jechać ponieważ byłam tam nie jeden raz i już niektóre miejsca widziałam. I to było w porządku, cieszyłam się że mogą jechać ci co jeszcze nie byli. Jednak bardziej przerażało mnie że miałam zostać z dwiema Chorwatkami i miałam wrażenie że będzie się ciężko porozumiewać, że będę się męczyć, nie pracą ale porozumiewaniem się. Cały czas wspierałem się Słowem Życia "Pokój wam". Mówiłam Jezusowi, że dla Niego jestem gotowa i na ten trud, tym bardziej że bywałam już w podobnych obco języcznych sytuacjach, a tym bardziej, że wiem za zawsze mogę liczyć na Jezusa i Jego wsparcie i Jego pokój. To mnie całkowicie uspokoiło i czułam w sercu pokój. Na drugi dzień dowiedziałam się, że znalazło się miejsce i wszyscy możemy jechać i jeszcze bardziej byłam wdzięczna Jezusowi za Jego pokój i troskę

Tak i Ja was posyłam.  

niedziela, 25 stycznia 2009

Powierz się Matce


Powierz się Matce
Wsiadając do samochodu marki Żuk, poczułam przenikliwy niepokój. Zaczęłam zastanawiać się, co się dzieje, skąd ten nieuzasadniony strach. Może dlatego, że już wieczór i ciemno? Ale przecież nie pierwszy raz jadę po ciemku. Za kierownicą siedział syn, który też nie wzbudzał we mnie obaw. „Może to nic takiego... –pomyślałam. –A może jednak to jakiś znak z nieba, który chce mnie ostrzec? Może nie powinnam tego bagatelizować?”. W sercu czułam przynaglającą myśl: „Powierz się Matce, powierz Jej wszystkich”. Modliłam się całym sercem i zaufaniem, nucąc przy wtórze silnika: „O Pani, ufność nasza w modlitwy Twej obronie. Ratuj, ratuj, Królowo pokoju!” (Słowo „ratuj” samo wchodziło mi w tekst piosenki maryjnej). Czułam, że ta modlitwa daje pokój, poczucie bezpieczeństwa, umacnia moją ufność w to, że co by się nie stało, Maryja jest z nami i nie zostawi nas. Gdy ujechaliśmy około dwóch kilometrów, spod maski silnika momentalnie wybuchnął pożar. Syn zatrzymał samochód i krzyknął: „Pali się! Szybko wysiadajcie!”. Za chwilę powtórzył: „Niech mamusia szybko wysiada!”. Mąż otworzył drzwi i podał mi rękę. Wysiadłam spokojnie, bez paniki. Z szoferki buchał ogień, mąż wsadził rękę w płomienie i jeszcze chwycił moją torebkę. Ktoś krzyknął: „Uciekajcie daleko, bo zaraz wybuchnie!”. Odeszłam dalej i modląc się żarliwie, prosiłam Maryję o pomoc, o ratunek, aby nikomu nic się nie stało oraz aby ocaliła ten samochód, jedyne narzędzie pracy moich synów, jedyna szansa i nadzieja. Inny kierowca, widząc łunę ognia, przybiegł ze swoją nową gaśnicą, która zrobiła tylko psyk. Ogień wzbijał się do nieba. Nie było, czym gasić. Z mojego serca wydobyło się błaganie: „Matuchno kochana, wymyśl coś, żeby ugasili pożar”. Wtedy syn przypomniał sobie, że na pace ma dwudziestolitrowy baniak z wodą. Pośpiesznie wlał ją do płonącej szoferki na maskę z silnikiem. Pożar został ugaszony wodą i mimo ogromnego żaru szyby nie popękały. Mąż z synami został, aby zaholować samochód z powrotem do rodziców i zobaczyć, czy coś da się jeszcze przy nim zrobić. My wszyscy poszliśmy na przystanek autobusowy. Na drugi dzień mąż i synowie wrócili sprawnym żukiem. Dziwili się i cieszyli, że po takim wielkim pożarze nie było przy nim wielkiej roboty. Mąż oglądał mnie ze wszystkich stron, nie mógł uwierzyć, że nie jestem poparzona. Mówił, że przecież wyciągał mnie z płomieni! A mnie nic nie było, tylko rąbek swetra był lekko przysmażony. W chwili wypadku wydawało mi się, że płomienie były daleko ode mnie. Dopiero gdy weszłam do środka samochodu i usiadłam na siedzeniu, zobaczyłam, że tam nie było miejsca na „daleko”, bo maska była tuż przy samych moich nogach. 

niedziela, 1 lipca 2001

MERLAP

Spotkanie przedstawicieli Wspólnoty Krwi Chrystusa z całego świata w Rzymie
W dniach 26.06 –04.07.2001 r. w Rzymie odbyło się pierwsze międzynarodowe spotkanie przedstawicieli Wspólnot Krwi Chrystusa dla świeckich, zorganizowane przez Generalat  Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Chrystusa, C PPS. Na spotkaniu obecne były osoby z 14 krajów z różnych kontynentów. Od strony Polski na to spotkanie przyjechali członkowie Rady Krajowej: ks. Józef Godlewski (CPPS). s. Kaspra (MSC), Barbara Błaszczyk, Józef Siwicki. Barbara Błaszczyk dzieli się swoim świadectwem z tych dni.

Mój wyjazd do Rzymu napawał mnie lękiem, mimo że czułam, że to Jezus mnie znalazł i wyznaczył. Podzieliłam się tym z misjonarzem, który jeszcze bardziej uświadomił mi ważność tej misji, a ja poczułam jeszcze większy lęk. Lęk przed podróżą i przed tym, co mnie tam czeka. Zaczęły nasuwać się wątpliwości, czy to, aby ja jestem tą osobą, która ma reprezentować naszą polską WKC, zadanie tak wielkiej wagi. Walcząc z myślami pełnymi pokus i wątpliwości, pomyślałam o Słowie Życia: Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!(Łk7,50).Dzięki tym słowom Ewangelii zaczęłam próbować patrzeć na chaos w mojej głowie inaczej –przez wiarę. Zaczęłam układać myśli pod kątem wiary, rozmawiając z Jezusem, wsłuchując się w Jego głos:, „Dlaczego masz wątpliwości, skoro wola przełożonych jest Bożą Wolą?”. Wiara, tylko wiara może mnie ocalić z tych wątpliwości. Wiara, że to, co robię i będę robiła, jest Wolą Bożą. Trzymając się Jezusa, będę mogła polegać na Nim, bo On ma moc. Od Niego ja też mogę czerpać siły i nie muszę się lękać. Wszystko, także trud podróży, mogę oddać Jemu z pełnym zaufaniem, a szczególnie właśnie w intencji misji, która mnie czekała (np. zabranie głosu na między narodowym forum, aby strach nie stał się większy od mojej wiary, od zaufania do Jezusa). Przez wiarę i zaufanie słowom Jezusa w moim sercu powstał kojący pokój, który Ojciec Winfried umocnił swoim błogosławieństwem, którego udzielił całej naszej ekipie na pożegnanie. Do Rzymu jechaliśmy etapami: nocując we Wrocławiu, Monachium no i nareszcie w Rzymie. Mimo braku klimatyzacji nie było tak źle, jak sobie wcześniej bardzo „czarno” wyobrażałam. Nasza podróż to już były rekolekcje. Wybraliśmy Słowo Życia A ty idź i głoś królestwo Boże!(Łk 9,60).Byłam wdzięczna za te słowa, pasowały do mnie i do tych zbliżających się okoliczności. Po przyjeździe do Monachium czułam się tak zmęczona, że aż kręciło mi się w głowie. Pomyślałam głośno, że chyba będzie musiało mnie dwóch prowadzić, bo sama nie dam rady. Ziemia uciekała mi spod nóg. Po Mszy Świętej odprawionej u naszych Sióstr Misjonarek Krwi Chrystusa, padła propozycja przejścia się po mieście, a ja zastanawiałam się: czy to będzie możliwe? W sercu jednak usłyszałam głos: A ty idź..., więc posłuszna temu Słowu poszłam i miałam wrażenie, że nigdy lepiej się nie czułam! Zachwyt pięknem tego miasta, zdrowe powietrze wzbudziły przeogromną radość i wdzięczność Panu Bogu. Piękne widoki, które Pan Bóg stworzył, towarzyszyły nam następnego dnia do samego Rzymu. Moje myśli wraz z dziękczynnymi modlitwami szły do niebios bram, które zdawały się stać otworem na widnokręgu nieba, znad naszego samochodu, gdzie góry stykały się z niebem, a ich podnóże łączyło nas z autostradą, którą jechaliśmy. Wjechaliśmy do Rzymu około godziny 20, w porze ulicznego szczytu. W zwariowanym tłoku samochodów i skuterów przez dłuższy czas szukaliśmy potrzebnego nam adresu Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa, które zaprosiły nas do siebie na pierwszą noc. To nie tylko obce miasto, ale obcy kraj, inna kultura, inny język... W tym trudzie, tak wielkim, jaki sobie tylko wyobrażałam, myślałam o Słowie Życia: A ty idź... i w sercu szłam z prośbą do Jezusa, aby nas podprowadził pod wskazany adres. Czułam, że tylko tak mogę pomóc w tych poszukiwaniach. Bo co innego mogłam zrobić? Tak też po niedługim czasie, dziękując Bogu za Jego prowadzenie, dotarliśmy na miejsce. Byłam ogromnie wdzięczna Jezusowi za czas podróży, bo nie tylko nie przeżywałam choroby lokomocyjnej, ale też nie czułam zmęczenia, mimo że w tym dniu był najdłuższy etap trasy.26 czerwca 2001 r. rozpoczęło się Mszą Świętą pierwsze spotkanie przedstawicieli WKC z całego świata –chwila historyczna. Dynamika tego spotkania była dla mnie specyficzna i różnorodna. Rozbrzmiewały tam różne języki: włoski, hiszpański, angielski, niemiecki, chorwacki, indyjski, suahili... Nie tylko ja, ale każdy z nas musiał włożyć większy wysiłek i dużo miłości, żeby słuchać, wyjść poza słowa, przyjąć inną kulturę. U przedstawicieli wszystkich tych narodowości widziałam głęboką postawę zaufania do Pana Boga.

Merlap   lipiec 2001

U przedstawicieli wszystkich tych narodowości widziałam głęboką postawę zaufania do Pana Boga. Mogliśmy nawzajem ubogacać się, przyjmować umocnienie wiary. Serce radowało się, gdy patrzyłam na tak wielką grupę złączoną przez Krew Chrystusa, która pokonuje wszelkie bariery i ze wszystkich stron świata tworzy piękną rodzinę w jedności i miłości –rodzinę Przenajdroższej Krwi Jezusa. Niektórzy nawet nie wiedzieli, że mają rodzinę duchową w innych krajach, myśleli, że są jedynymi czcicielami Krewi Chrystusa i teraz bardzo cieszyli się, widząc, że nie są sami. Dzielili się tym, jak wielkie znaczenie miało dla nich poznanie ludzi, których dzielą granice, język, kultura, a jednak łączy wspólna duchowość, podobne spotkania modlitewne, działania charytatywne, przewodnictwo świętego Kaspra...W pierwszych momentach, spotykając się z taką różnorodnością językową, poczułam się nieswojo. Zastanawiałam się, jak ja to wszystko przeżyję. Pomyślałam o Słowie Życia: A ty idź i głoś królestwo Boże! –Dobrze, ale jak mam głosić to królestwo? Po polsku? Przecież nikt mnie nie zrozumie! Siostra Zofia (ASC), która ofiarnie tłumaczyła nam tematy naszego spotkania z włoskiego na polski, też nie mogła przecież zawsze być przy mnie, gdy ktoś zwracał się do mnie z jakimś pytaniem czy prośbą. W pewnym momencie dotarło do mnie jednak, że mogę włożyć swój trud i wysiłek pomysłowości i głosić królestwo Boże gestem, uśmiechem. Nawet zrobiłam sobie słowniczek podstawowych wyrazów grzecznościowych w czterech językach. Poczułam się od razu lepiej i mogłam cieszyć się w atmosferze jedności i miłości razem ze wszystkimi. Tu w tej rodzinie mogliśmy doświadczyć mocy Krwi Chrystusa, bo język Krwi jest mocniejszy i Bóg nas rozumie, choć my siebie nie zawsze. Obecni przedstawiciele wspólnot mieli za zadanie przedstawić siebie, swoją wspólnotę na płaszczyźnie bardziej osobistej niż ogólnej oraz podzielić się swoimi oczekiwaniami związanymi z tym spotkaniem. Wzięliśmy się solidnie do pracy, aby porządnie przygotować prezentację naszego Dzieła w Polsce, głównie na podstawie świadectw. Więc nocy do spania zostało niewiele, tym bardziej, że trzeba było przygotować wszystko na piśmie. W trzecim dniu spotkania przyszła kolej na naszą grupę, czas mojego trudu: mikrofony, tłumacze i jeszcze watykańska telewizja. Czy to nie za dużo na moją tremę? Na szczęście dalej było przy mnie Słowo Życia A ty idź i głoś królestwo Boże! – głoś je, aby inne kraje poznały polską WKC, którą zaszczepił, jako pierwszy Misjonarz Krwi Chrystusa O. Winfried Wermter. Słowo Życia ma taką moc, że strach nie ma szans! Gdy słucham Jezusa, On daje moc i Duch Święty prowadzi, więc mimo wszystko ze spokojem powiedziałam swoje świadectwo na przemian z animatorem krajowym, współbratem Józefem Siwickim. W dniach tego spotkania poznaliśmy historyczne miejsca naszej duchowości: Rzym, Albano, Acuto, Sonnino, San Felice w Giano... Czas mieliśmy wypełniony po brzegi. Poprzez obecność tam, gdzie żył święty Kasper, stał się on jeszcze bliższy, a obraz jego działalności o wiele wyraźniejszy. Jak nigdy czułam jego obecność w swoim sercu i między nami. On zapalił w nas niestrudzonego ducha misyjnego. Miałam, co ofiarowywać Jezusowi i niemal w każdym momencie była okazja dziękować i uwielbiać Go, dlatego że prawie, co parę kroków był kościół, który ku temu stwarzał warunki, ale też atmosfera z tych wiecznych miejsc, atmosfera ze spotkania WKC i CPPS z całego świata. Na zakończenie wnioski i podsumowanie tego historycznego spotkania przez każdą grupę. Podczas spotkania z Ojcem świętym (audiencja środowa) w naszej wielojęzycznej rodzinie Krwi Chrystusa spontanicznie okazywaliśmy sobie wzajemną radość, gdy były wyczytywane pielgrzymki z kraju, z którego ktoś z nas pochodził. Trwaliśmy przy naszym Papieżu tak długo, aż pożegnaliśmy Go gorącymi polskimi słowami, gdy przejeżdżał obok nas. Wtedy odwrócił się w naszą stronę i pobłogosławił nas. 
Barbara B

piątek, 14 marca 1997

Przyjeżdżajcie - czekamy!

Czwarta autokarowa pielgrzymka na skupienie do Domu Misyjnego w Swarzewie
W drodze przygotowany program w formie skupienia według regulaminu dla Wspólnoty.


 i dzieliliśmy się przeżyciami ze skupienia z dedykacją ulubionej piosenki.
Przed Katedrą w Gnieźnie

czwartek, 20 lipca 1995

Nie bój się, wierz tylko

ŚRUBKA 
Barbara:
Chcielibyśmy razem z mężem podzielić się radością, że w tym roku możemy wspólnie uczestniczyć w rekolekcjach dla rodzin Wspólnoty Krwi Chrystusa. Jesteśmy małżeństwem 29 lat. Mamy troje dzieci i dwoje wnucząt. Zostałam kiedyś zaproszona na spotkanie Wspólnoty w grupie. Było ono proste i zwyczajne. Czułam, że właśnie tu mnie Jezus potrzebuje. Później pojechałam na rekolekcje i od tej pory starałam się tworzyć jedność w naszej rodzinie, ale mąż nie rozumiał mnie. Przypomniało mi się, jak Nie bój się, wierz tylko 20 lipca  W małżeństwie Strona 1
tworzyć jedność w naszej rodzinie, ale mąż nie rozumiał mnie. Przypomniało mi się, jak ksiądz mówił na rekolekcjach, że jedność tworzy się zaczynając od siebie. Przyjazd na wspólne rekolekcje nie był łatwy. Mąż nie uczestniczył w życiu Kościoła, nie rozumiał Wspólnoty i mojego w niej zaangażowania. Kiedy ostrożnie zaproponowałam mu wyjazd na rekolekcje, odmówił. Wyjazd z nim wydawał się wtedy niemożliwy. Ale miałam wówczas Słowo Życia: "Nie bój się, wierz tylko". Starałam się wierzyć tym słowom i mieć nadzieję. Nie chciałam go namawiać. Pewnego razu mąż zawołał mnie, żebym zobaczyła, jak przykręcił śrubkę. Zdziwiłam się, że każe mi ją oglądać, podczas gdy sam nigdy nie interesuje się tym, co ja robię. Mimo to poszłam do niego i przyglądałam się tej śrubce. Nic z tego nie rozumiem -śrubka jak śrubka. W pewnym momencie pomyślałam, że może ta śrubka jest dla mnie tak niezrozumiała, jak dla niego niezrozumiała jest ta Wspólnota. Zaczęłam przyglądać się tej śrubce: czym mąż ją przykręca -czy kluczem płaskim, czy francuskim, czy przy tym leży, czy klęczy, czy jest pochylony.
Marian:
Ucieszyłem się, że żona zainteresowała się moimi sprawami. A ja wstydziłem się, że nie wchodzę w jej sprawy, nie pytam się jak było na skupieniu, jak było w grupie. 
B: Żyjąc w dalszym ciągu tym Słowem Życia pomyślałam, że może dla jedności obejrzę z mężem mecz. Usiadłam, patrzę. Nic nie wiem z tego meczu, ale postanowiłam zainteresować się tym, co dzieje się na boisku. Zaczęłam pytać się męża: kto z kim gra, która bramka jest czyja. W miarę to pojęłam. Zaczęłam się interesować wynikiem. Nie mówiłam nic więcej o rekolekcjach, ale mąż sam pewnego dnia oznajmił dzieciom, że jedzie ze mną. Byłam bardzo wdzięczna Panu Bogu za to Słowo Życia, za to, że nie musiałam prosić męża o to, żeby ze mną jechał -miałam tylko wierzyć i starać się o jedność, wychodzić jako pierwsza. Po przyjeździe na rekolekcje początkowo bałam się, że mąż będzie się tam źle czuł. Pomyślałam o Słowie Życia "Nie bój się..." Skoro Pan Bóg dokonał tylu cudów, to na pewno i dalej wszystko będzie dobrze.Ku mojemu zdumieniu mąż bardzo zaangażował się we wszystko, co się działo. Pytał, jak posługiwać się Pismem świętym, jak rozważać. Pytał o Słowo Życia, bardzo starał się wszystko zrozumieć. Potrafiliśmy wspólnie rozmawiać, prowadzić dialog o Panu Bogu i wspólnie przeżyć drogę krzyżową.
M: Na rekolekcjace w Swarzewie rozmawiałem z księdzem, zapoznałem się ze Słowem Życia. Po powrocie do domu założyłem grupę Wspólnoty Krwi Chrystusa. Gdy następnym razem pojechałem na skupienie do Częstochowy, wstąpiłem do Wspólnoty. Poznałem, że życie z Bogiem nie jest takie puste, ale daje nadzieję i radość. Nie zawsze udaje mi się być tak blisko Boga, ale się uczę. Uczę się żyć Słowem Życia. Gdy obydwoje zaczęliśmy żyć w relacji z Bogiem, nasze małżeństwo stało się pełniejsze i trwalsze. Lubimy brać udział w skupieniach i rekolekcjach, szczególnie dla małżeństw, bo jest to odpowiedni "klimat" dla tworzenia jedności nie tylko w grupach, ale i w małżeństwie.