Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Animator Częstochowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Animator Częstochowski. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 maja 2021

Animator Częstochowski IV/21


Wspólnota, jako święte schody do Nieba według św. Kaspra

Z tej kwietniowej konferencji ks. Bogusława, która jest w naszym tegorocznym Zeszycie Formacyjnym, spróbowałem wydobyć kilka najbardziej istotnych punktów, usystematyzować je oraz pokrótce rozwinąć. To wszystko będzie na podstawie treści i wskazówek, które w różnych pismach zostawił nam św. Kasper, a które ks. Bogusław zawarł w swojej konferencji.

 

I.                   Przyjąć miłość od Boga, a potem okazywać ją bliźniemu

Aby okazywać miłość bliźniemu, najpierw musimy sami ją posiadać, musimy najpierw zaczerpnąć z tej miłości Boga, bo chodzi tu przecież o Bożą miłość, nie o ludzką. Jak możemy przyjąć miłość Boga? W zasadzie to zależy od nas samych, ponieważ Bóg jest hojny w swojej miłości, On chce nam ją dawać garściami i to najczęściej my sami jesteśmy przeszkodą w przyjmowaniu tej miłości. Przede wszystkim należy sobie często uświadamiać i rozmyślać o tej Bożej miłości. I to już każdy z nas w pewien sposób czyni, bo przecież rozważanie tajemnic przelania Krwi Chrystusa, które rozważamy w naszej koronce do Krwi Chrystusa, to nic innego jak rozważanie Jego miłości, jak my to mówimy „Miłości przelanej na krzyżu”.

Po drugie ważne jest, aby zauważać dzieła Jego miłości w naszym osobistym życiu, a w zasadzie nie tyle dzieła, co drobne (na pozór) gesty Bożej miłości, którymi obdarza nas każdego dnia naszego życia, tylko że my często ich nie zauważamy… Można zacząć od zauważani prostych rzeczy: to że mam zdrowie, mam siły do codziennego funkcjonowania, że mam wokoło życzliwych ludzi, że mam możliwość spotykania Jezusa w sakramentach, w drugim człowieku itp. I wtedy, gdy będziemy zauważać te drobne gesty miłości Boga, wtedy poczujemy się ukochani przez Niego, poczujemy się Jego dziećmi, nie tylko z nazwy, ale z osobistego doświadczenia. A jeżeli będziemy czuli się kochani przez Boga, to będziemy potrafili kochać drugiego człowieka, to będziemy chcieli dzielić się tą miłością. W zasadzie można by zaryzykować stwierdzenie, że ludzie wierzący, którzy są codziennie sfrustrowani, smutni, niezadowoleni, nie dopuścili jeszcze miłości Bożej do siebie, albo po prostu nie dostrzegają jej w swoim życiu, bo jak mówiliśmy, Bóg hojnie obdarza nas tą miłością.

 

II.                Okazywać miłość bliźniemu, szczególnie przez przebaczenie, a wszelkie uczucia żalu składać w sercu Jezusa

Ta piękna zasada, podana przez św. Kaspra, przypomina nam pewne wydarzenie z życia św. Marii de Mattias, która wizytując jeden z domów swego zgromadzenia, została niesprawiedliwie potraktowana przez swoją współsiostrę i nawet uderzona przez nią w twarz. Wtedy św. Maria pobiegła do kaplicy, aby przed krzyżem wyżalić się Jezusowi i Jemu pozostawić swój ból i cierpienie. Tu dla nas wzorem jest sam Pan, kiedy to sam przebacza swoim oprawcom i mordercom, prosi swego Ojca, aby im przebaczył, za nich umiera na krzyżu i modli się o ich zbawienie. Okazywać miłość przez przebaczenie – pewnym miernikiem takiej miłości jest właśnie to, czy umiem przebaczać bliźniemu nie tylko 7, ale 77 razy, czyli zawsze, wszystko i wszystkim. Jest to możliwe, jeżeli właśnie potrafię najpierw dostrzec i przyjąć tę Bożą miłość, która objawia się dla mnie również w przebaczeniu. Jeżeli czuję się kochany, to będę również pragnął kochać, jeżeli codziennie doświadczam przebaczenia i miłosierdzia, to będę pragnął również przebaczać, przytulać innych do swojego serca, jak Bóg przytula mnie.

 

III.             Więź miłości, która (wg św. Kaspra) jest ważniejsza, niż prawo.

 

Ta więź miłości, która w czasach św. Kaspra łączyła misjonarzy, była czymś genialnym, bo łączyło ich tylko czyste pragnienie bycia we wspólnocie – z miłości do Boga i bliźniego. Nie było innych pobudek, czy niewłaściwych intencji, które łączyły ich razem, tylko miłość do Pana i drugiego człowieka – ci, którzy chcieli lub nie odnajdowali się w tej wspólnocie, mogli w każdej chwili odejść. Dziś misjonarze są związani nie tylko więzią miłości, ale też są prawnie włączani do Zgromadzenia przez akt inkorporacji, jednakże członkowie WKC są w gruncie rzeczy połączeni właśnie tą więzią miłości, choć też wstępują do wspólnoty przez pewien rytuał, to jednak są wolni i w każdej chwili mogą opuścić wspólnotę, tak więc de facto wiąże was więź miłości. Warto w tym kontekście zastanowić się, co mnie trzyma we wspólnocie, po co jestem we wspólnocie, jakie pobudki mną kierują, czy coś innego, niż tylko czysta miłość do Boga i drugiego człowieka, niż owa więź miłości?

Ta więź miłości jest (według św. Kaspra) ważniejsza niż prawo i tak powinno być w naszych wspólnotach i grupach – najpierw i przede wszystkim mam kochać, a dopiero potem, z tej miłości mam stosować się do naszych statutów i regulaminów. Zauważmy, że w tym kontekście, wypełnianie naszego prawa wspólnotowego powinno być czynione z miłości – a zatem kocham, więc pragnę zastosować się do naszych statutów i regulaminów, choć z drugiej strony nasze prawo również pomaga nam w wypełnianiu tej miłości do Boga i bliźniego.

 

IV.            Jak żyć więzią miłości we wspólnocie?

1.     Poprzez ofiarowanie cierpienia i gotowość na zranienie

Miłość Jezusa była gotowa na zranienie – zobaczmy, że ta miłość zaprowadziła Go na krzyż, a więc była gotowa na znoszenie ran i cierpień.  Ale nie tylko miłość Jezusa była zraniona przez tych, którzy byli Jego wrogami, którzy Go odrzucili, upokorzyli, skrzywdzili, ale może jeszcze bardziej ta Jego miłość była zraniona przez Jego najbliższych – apostołów, uczniów, krewnych… którzy Go zdradzili, opuścili, stchórzyli. Jednakże Jezus umierał na krzyżu z otwartymi ramionami, a więc te rany, te krzywdy, te boleści nie zamknęły go na miłość, na drugiego człowieka, na tych, którzy Mu te rany zadali, a wręcz przeciwnie. I tak samo powinna wyglądać nasza miłość, prawdziwa miłość jest gotowa na zranienia i mało tego, pomimo tych zranień, nie zamyka się na drugiego, ale kocha dalej, nawet może jeszcze mocniej.

2.     Pragnienie dobra drugiego i podtrzymywanie się wzajemnie w dobrym

Ta miłość, ta więź miłości pragnie dobra drugiego i podtrzymuje go w tym dobru. To podtrzymywanie się w dobrym powinno być wzajemne. I to jest ważna sprawa, bo tu niejako jest istotne zadanie wspólnoty, ponieważ jesteśmy tylko ludźmi i upadamy, mamy swoje słabości, mamy dni lepsze i gorsze, dlatego we wspólnocie jeden drugiego podtrzymuje w dobru, w wierności, w miłości – jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe pisze św. Paweł w liście do Galatów. Prawo Chrystusowe, czyli prawo miłości – mamy nosić swoje brzemiona, jak Szymon Cyrenejczyk nosił brzemię krzyża z Chrystusem, mamy się podtrzymywać nawzajem i tak wypełnimy prawo miłości.

Jeżeli szwankuje wiara, czy miłość mojego bliźniego lub po prostu ma słabszy dzień lub cierpi dłuższy okres, to wtedy ja lub cała nasza grupa powinna go podtrzymywać, wspierać, czasami nawet zastąpić go w jego obowiązkach. A więc mamy nie tylko zauważać takie słabości i potrzeby naszych braci i sióstr ze wspólnoty, ale mamy w takich sytuacjach właśnie pomagać nieść to brzemię razem z naszym bratem i siostrą.  

 

3.     Wysiłek i zaangażowanie

To wszystko wymaga naszego wysiłku i zaangażowania – nic się samo nie zrobi, papież Franciszek mówił o tym, abyśmy wstali z naszych wygodnych kanap i zaangażowali się konkretnie. I nie mów, że ktoś inny może to za ciebie zrobić – jeżeli ty widzisz potrzebę, jeżeli ty czujesz, że bliźni coś przeżywa, to należy to odczytać, jako znak, natchnienie od Ducha Świętego, że to ty masz to zrobić, a nie oglądać się na innych. Bóg pragnie przez nas działać, Bóg pragnie posługiwać się nami, tylko, że my nie pozwalamy się zaangażować przez Boga, nie pozwalamy się zatrudniać przez Niego – On do nas mówi, jak do owych rolników bezczynnie stojących na rynku, abyśmy poszli do Jego winnicy, a my Mu często odmawiamy.

I nie mów, że nie ma ludzi niezastąpionych – dla Boga ty jesteś niezastąpiony, bo Bóg przygotował dla ciebie dane zadanie, a nie dla twojego brata, czy siostry ze wspólnoty i jak pisze św. Kasper w jednych ze swoich modlitw, „tylko ja mogę to zadanie wykonać, nikt inny”.

4.     Staranie się o jakość naszych relacji (osłabienie jakości relacji osłabia wspólnotę)

Trzeba najpierw dostrzec ważność budowania relacji i to zaczynając od spaw na pozór błahych, bo relacje, tak, jak w rodzinie, buduje się małymi kroczkami, małymi, niepozornymi gestami. Relacje buduje się poprzez takie gesty i sprawy, jak: zwykły uśmiech, wysłuchanie drugiego człowieka, odprowadzenie kogoś do domu, zauważenie jakiejś drobnej potrzeby drugiego, zaproszenie kogoś na herbatę i rozmowę, itd. Trzeba budować relacje z każdym członkiem mojej grupy, a kiedy widzę, że jakaś relacja się osłabia, to muszę się starać ją umacniać, bo każda osłabiona relacja osłabia całą moją grupę.

a)     relacje budujemy poprzez (oprócz tych drobnych na pozór gestów, które wymieniłem wcześniej):

- wspólną modlitwę;

- wspólne przygotowanie mszy św., odpustu;

- wspólne spotkania (nie tylko te obowiązkowe, ale też te zwykłe, ponadobowiązkowe);

- pomaganie sobie nawzajem;

- niech każdy jeszcze sobie tu doda inne sprawy, które przychodzą ci teraz do głowy…

 

b)    natomiast jakość naszych relacji poprawiamy poprzez:

- znoszenie wad innych i cierpliwe upominanie;

- nieustanne znoszenie siebie i korygowanie własnych wad;

- pielęgnowanie takich cnót, jak: łagodność, słodycz, uległość, pokora;

- pokonywanie „miłości własnej”;

- szacunek, powagę i uprzejmość.

Moi drodzy, można by pewnie powiedzieć na temat każdego z tych punktów oddzielną konferencję, ale na teraz niech to wystarczy, bo przecież po to poruszamy różne tematy i aspekty życia duchowego i wspólnotowego w różnych konferencjach i poszczególnych Zeszytach Formacyjnych, aby z różnych stron i na różny sposób zrozumieć te sprawy i formować samego siebie, nasze grupy, wspólnoty…

środa, 27 stycznia 2021

Animator Częstochowski I/21

Konferencja na styczeń, która była wygłoszona w Sanktuarium Krwi Chrystusa 26.01.2021, za pośrednictwem kamerki internetowej.
Zobacz i posłuchaj na stronie krajowej
>>KLIKNIJ TU

Jednakże wiem, że nie każdy mógł oglądać na żywo to nabożeństwo wraz z konferencją, dlatego wysyłam Wam do przekazania tym, którzy chcą, tę konferencję w wersji do wydruku.
Pozdrawiam w Krwi Chrystusa.
ks. Daniel, CPPS
Budowanie miłości we wspólnocie na fundamentach mocy Krwi Chrystusa – konferencja na styczeń

Miłość Boża, miłość chrześcijańska jest czymś więcej niż tylko miłość ludzka, bo ziemska miłość ludzka, jak podkreśla Czesia w swojej konferencji, pragnie dobra dla drugiej osoby, ale w wymiarze ziemskim, doczesnym. Natomiast miłość chrześcijańska pragnie dobra drugiego człowieka w tym wymiarze zbawczym, w perspektywie wieczności, pragnie nie tylko tego dobra w znaczeniu ziemskim, ale przede wszystkim pragnie dla drugiego człowieka zbawienia, życia wiecznego w Niebie, zjednoczenia się z Bogiem, które jest ostatecznym i najwyższym dobrem wierzącego. Miłość chrześcijańska, na wzór miłości Bożej, na wzór wzajemnej miłości Osób Trójcy Świętej, jest z natury swojej wspólnotowa, dlatego rozważamy w tym miesiącu kwestię budowania miłości w naszej wspólnocie na mocy Krwi Chrystusa.

Samo słowo „budowanie”, użyte w temacie tego miesiąca, mówi nam też o tym, że staranie się o miłość chrześcijańską jest pewnym procesem, mówi nam o tym, że aby nasza chrześcijańska miłość była prawdziwa i wzajemna, wymaga od nas pracy, wysiłku, budowania. W niniejszym temacie mamy też już niejako pewną odpowiedź na to, skąd mamy czerpać siłę do takiej miłości, gdzie mamy szukać wzoru tej miłości – mianowicie w Krwi Chrystusa

Czesia w swojej konferencji przytacza piękny przykład św. Katarzyny ze Sieny, która żyła i działała w trudnych czasach dramatycznych podziałów w ówczesnej Europie i braku jedności w Kościele. I jak sama pisze w swoich listach, tę siłę do działania, do miłości wobec Kościoła, wobec odpowiedzialnych Kościoła, czerpała właśnie z Krwi Chrystusa. My często mówimy w naszej duchowości, że Krew Chrystusa to miłość Boga.

Warto w tym kontekście przytoczyć to słynne zdanie naszego Założyciela i Patrona, św. Kaspra: „Wystarczy jedno spojrzenie na boską krew, a ona wstrząśnie nami, byśmy działali z niespożytą gorliwością i prawdziwym duchem Bożym.” Św. Kasper również czerpał wszystkie swoje siły duchowe, fizyczne, siły do działalności misyjnej właśnie z Krwi Chrystusa, z rozważania przelań Krwi Pana, Jego męki i krzyża.

Można powiedzieć, że wszyscy święci czerpali swoją siłę i moc z krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa, z rozważania Jego męki, Jego cierpień. W zeszłym tygodniu wspominaliśmy w liturgii św. bp Józefa Sebastiana Pelczara; w kapłańskim brewiarzu na dzień jego wspomnienia jest w Godzinie Czytań jego piękne rozważanie, które zawiera bardzo przejmujące słowa:

Jeśli chcesz poznać ogrom tej miłości, rozważaj dzieła Boże, spełnione dla człowieka, (…) przypatrz się miłości Ukrzyżowanego, przypatrz się Ukrzyżowanemu. Stań przed Przenajświętszym Sakramentem i rozważ to niezmierne wyniszczenie się Boga utajonego, tę ogromną ofiarę z siebie, to całkowite oddanie się człowiekowi z miłości bez granic. Wniknij potem do Serca Jezusowego i przypatrz się Jego miłości. Zaprawdę, żaden rozum nie zdoła pojąć, jak wielki płomień trawi to Serce Najmiłościwsze. Gdyby Mu było polecone nie raz, ale tysiąc razy za nas umrzeć, albo za jednego człowieka to samo wycierpieć, co wycierpiał za wszystkich, miłość Jego byłaby tę śmierć tysiąckrotną chętnie przyjęła i tyle cierpiała dla jednego, ile dla wszystkich. Gdyby było potrzebne, aby Pan zamiast trzech godzin aż do sądnego dnia na krzyżu wisiał, miłość Jego niewyczerpana i to byłaby spełniła. A więc Jezus więcej nas miłował, aniżeli dla nas wycierpiał.

O miłości Boga mojego, jakżeś ty była nieporównanie większa, aniżeli się objawiła na zewnątrz. Te niewysłowione cierpienia i rany są dowodem wielkiej miłości, lecz nie objawiają całego jej ogromu, bo ona wewnątrz się raczej zamknęła, aniżeli objawiła na zewnątrz. Była to iskra wielkiego ognia, kropla z bezdennego morza miłości. Ta miłość doszła do szczytu w Przenajświętszej Tajemnicy Ołtarza. Któż by więc nie miłował Boga miłości? (św. Józef Sebastian Pelczar)

W tym trudnym dla nas wszystkich czasie odmawiamy koronkę do Krwi Chrystusa. Ta piękna modlitwa, w której właśnie rozważamy siedem przelań Krwi Chrystusa, ma na celu nie tylko łączyć i jednoczyć nas duchowo, ta modlitwa ma w nas pomnażać i rozpalać miłość Bożą, rozważanie tych tajemnic przelanej na krzyżu miłości ma nam właśnie pomóc w tym, aby nasza miłość we wspólnotach była autentyczna, głęboka, aktywna.

Zapytaj siebie, jaka jest twoja miłość wzajemna, jaka jest twoja miłość we wspólnocie? Czy twoja miłość jest konkretna? Czy jesteś gotowy na to, aby zrobić coś dla drugiego, poświęcić się? Zachęcamy często w tym czasie pandemii do tego, aby choćby pamiętać o sobie nawzajem: może jakieś zakupy dla kogoś, kto nie może wychodzić, może jakieś odwiedziny kogoś samotnego, kto nie ma już swojej najbliższej rodziny, może jakiś choćby telefon i rozmowa, która pocieszy, umocni mojego brata i siostrę ze wspólnoty… Autentyczna miłość wspólnotowa zawsze znajdzie wyrazy realizacji, jakieś potrzeby, zawsze będzie aktywna, będzie gotowa na to, aby dawać się innym…

Ta nasza modlitwa koronką do Krwi Chrystusa powinna mieć (szczególnie w obecnych czasach) jeszcze jeden ważny wymiar – modlitwę nie tylko o ustanie pandemii, ale o nawrócenie wielu ludzi. Zawsze w sytuacjach pewnego ucisku, wojen, cierpień, ludzie uciekali się do Boga, w Nim szukali ratunku, pociechy, wybawienia. W obecnych czasach pandemii, czasach cierpienia, pewnej duchowej ciemności, jakiejś niemocy, ludzie niestety nie garną się do Boga… Co więcej ma się wrażenie, że jest wielu ludzi (również wierzących), którzy oddalają się jeszcze od Boga.

Dlatego w imię tej miłości, która ma sięgać dalej, niż pragnienie dobra w tym doczesnym świecie, jest potrzebna ta modlitwa do Krwi Chrystusa, aby mocą Krwi Chrystusa, ochraniać ten świat od siły zła i ciemności, aby osłabiona została moc złego ducha i zmniejszony jego wpływ na ludzi, aby pomnażały się owoce odkupienia w życiu wielu ludzi na tym świecie, aby ludzie w Bogu zaczęli szukać pomocy i swego ratunku.

Jest jeszcze jeden, chyba najważniejszy aspekt naszej duchowości Krwi Chrystusa, z której mamy czerpać siły do prawdziwej miłości wzajemnej – mianowicie Eucharystia, podczas której karmimy się prawdziwym i autentycznym Ciałem i Krwią Pańską. Niestety, dzisiaj wielu ludzi rezygnuje z tego nieodzownego Pokarmu duchowego w naszym życiu, a przecież kościoły w Polsce są otwarte, jest możliwość uczestnictwa w mszy św., a przynajmniej przyjęcia komunii św. chociażby poza mszą, czy dla chorych w domach przez posługę szafarzy…, jest możliwość adoracji Najświętszego Sakramentu.

Pan Jezus powiedział do św. s. Faustyny, że tylko z komunii św. będzie czerpała siły do wytrwania w cierpieniach, w swojej misji, w powołaniu… Zauważmy, że pomimo, iż s. Faustyna miała codzienny kontakt z Jezusem, że z Nim rozmawiała, że Go widziała, że była z Nim mistycznie zjednoczona, to jednak to nie wystarczyło, to nie zastąpiło tego, co najważniejsze, a mianowicie zjednoczenia z Jezusem w komunii św., karmienie się tym duchowym niezbędnym dla nas pokarmem.

W ostatnią sobotę słyszeliśmy w ewangelii, że tłumy gromadziły się przy Jezusie, tak, że nawet nie miał On czasu na posiłek. Gdzie dzisiaj są te tłumy? Przecież w kościele, na Eucharystii, w tabernakulum jest ten sam Jezus, żywy i prawdziwy, dlaczego dziś ludzie nie przychodzą do Niego po pomoc, po umocnienie, po uzdrowienie…?

I na koniec jeszcze jeden wymiar tej miłości wzajemnej, który jest potrzebny w obecnych czasach – przyjęcie i ofiarowanie osobistego cierpienia w duchu pokuty i zadośćuczynienia za nasze grzechy i za grzechy innych. Wszyscy w obecnych czasach w jakiś sposób cierpimy: duchowo, fizycznie, psychicznie, emocjonalnie…, wszystkich nas dotyka niejako to cierpienie świata, jakim jest globalna pandemia, te duchowe ciemności, które zaległy nad światem. I wszyscy możemy i powinniśmy te nasze cierpienia, właśnie w duchu pokuty i zadośćuczynienia, przyjąć i ofiarować przez Niepokalane Serce Maryi, Bogu Ojcu, razem z Krwią Chrystusa, przelaną na krzyżu, w intencji nawrócenia wielu, jako wynagrodzenie za nasze grzechy, o ustanie tej pandemii…

I właśnie o to i w takim duchu chcemy się modlić w tej naszej modlitwie do Krwi Chrystusa, na tym różańcu do Krwi Chrystusa, który ofiarujemy właśnie w tych intencjach.

środa, 23 grudnia 2020

Animator Częstochowski XII/20

 Krople Krwi Chrystusa – drogowskazami do świętości – 
mini-konferencja na grudzień i życzenia Bożonarodzeniowe



Błogosławiona Krew Jezusowa! 
 
Kochani, ciesząc się z tego, że choć w małym (reprezentacyjnym) gronie mogliśmy się spotkać na nocnym Czuwaniu WKC na Jasnej Górze, piszę do Was kolejny raz kilka słów, abyśmy też spotykali się i podtrzymywali łączność choć w ten wirtualny sposób…

W miesiącu grudniu rozważamy o naszych drogowskazach do świętości, którymi są krople Krwi Chrystusa. S. Konsolata MSC w swojej konferencji podała nam kilka podstawowych i ważnych przykładów takich naszych drogowskazów. A są nimi: słowo Boże, życie w ofiarowaniu, modlitwa, krzyż, wspólnota. To, co mnie w tej konferencji poruszyło to dwa fragmenty, które chciałbym przytoczyć.

Pierwszy to: „Boję się krzyża, ale jako czciciel Krwi Chrystusa muszę stawiać Go w centrum swojego życia, a nie tylko o Nim mówić.” To bardzo ważne słowa. Krzyż jest czymś trudnym, wymagającym, czasami chcemy go uniknąć, nawet uciec przed nim. To są z pewnością nasze ludzkie, naturalne odruchy, jednakże my, którzy żyjemy duchowością paschalną, a więc również duchowością krzyża, nie tylko nie mamy od niego uciekać, ale przytulać do swego serca, tak, jak uczynił to św. Kasper na łożu swojego cierpienia i śmierci, kiedy przytulał krzyż do swego serca. Krzyż mamy obejmować, mamy cenić, ukochać, w znaczeniu dosłownym i przenośnym. Krzyż jest niejako wpisany w przeżywanie naszej duchowości. Dlatego nie tylko mamy mówić, czy słuchać o krzyżu, ale mamy go przeżywać, stawiać w centrum swojego życia, ale nie po to, aby go niewłaściwie celebrować, aby robić z siebie przysłowiowego „męczennika”, ale aby go przeżywać razem z naszym ukrzyżowanym Panem, w cichości naszego serca, w duchu pokory, pokuty i zadośćuczynienia. Nie musimy szukać krzyża, wystarczy, jeśli przyjmiemy te krzyże, które zsyła nam Pan…

Drugi fragment z konferencji s. Konsolaty: „Dlaczego nasza duchowość jest tak piękna? Bo jest prosta, bo uczy nie marnować drobnych wydarzeń codziennego życia, bo jest duchowością zwycięzców.” Właśnie, to, co jest ważne, to nie marnować żadnych wydarzeń naszego życia, ale, jak to mówimy przenośnie, ofiarować swoje kropelki krwi codziennych, małych wydarzeń trudów, razem z Krwią i ofiarą Jezusa na krzyżu Bogu Ojcu. I wtedy nasza duchowość będzie duchowością zwycięzców, bo będziemy zwyciężać mocą Krwi Chrystusa, mocą Chrystusowego krzyża.

Pamiętajmy ciągle o sobie nawzajem nie tylko w naszych modlitwach, ale też i w konkretnych uczynkach wzajemnej pomocy i miłości, w naszych wspólnotach, w naszych grupach: zrobienie komuś zakupów, odwiedziny najbardziej samotnych, życzliwy telefon, dobre słowo…

A na końcu trochę dłuższe życzenia…

Czas Adwentu przypominał nam, że Chrystus przyjdzie do nas nie tylko w czasie świąt, w czasie Eucharystii, w drugim człowieku, dla którego tradycyjnie jest zawsze miejsce przy naszych stołach, ale Jezus przyjdzie do nas prędzej, czy później ze swoim Królestwem, Królestwem wiecznego szczęścia i życia, do którego nieustannie zdążamy, którego z tęsknotą oczekujemy... To jest nasza nadzieja, że nasza Ojczyzna jest tam, gdzie przebywa Jezus, Jego Matka, św. Józef, aniołowie... Tam pragniemy wszyscy się spotkać. Jednakże zanim to nastąpi, już teraz możemy się cieszyć z obecności Emmanuela, Boga z nami, Boga pomiędzy nami, Pana, który zstępuje do nas z Nieba.  

Dlatego czas Świąt Bożego Narodzenia jest dla nas zawsze czasem pokoju, nadziei, miłości i życzliwości, niezależnie od tego, że może wokół nas jest jakiś niepokój, brak nadziei, brak miłości. Bo Tym, który przynosi nam pokój, nadzieję i miłość, jest sam Bóg, Jednorodzony Syn Boży – On jest gwarantem i wypełnieniem tego. Jeżeli zaprosimy Nowonarodzonego wraz z Jego Matką do naszego życia, naszych domostw, naszych rodzin, jeżeli pozwolimy Mu działać, to wtedy doświadczymy tych darów Bożych, z którymi Jezus chce do nas przyjść. Tego Wam, kochani życzę z całego serca, o to nawzajem módlmy się dla siebie, to przekazujmy innym poprzez nasze życie, gesty, słowa, postawę... 

Pozostaję zjednoczony w modlitwie i błogosławię +
Ks. Daniel Rafał Mokwa, CPPS

sobota, 21 listopada 2020

Animator Częstochwski XI/20

          Uczenie się dialogu we wspólnocie – konferencja na listopad

Moi Drodzy! W kolejnym miesiącu pewnej „posuchy” od weekendowych i parafialnych skupień, spotkań w grupach parafialnych oraz różnych innych wspólnych spotkań, piszę do Was znowu kilka słów, abyśmy chociaż w ten sposób mogli być w pewnej duchowej łączności.

W tym miesiącu rozważamy temat o dialogu we wspólnocie, a właściwie o uczeniu się tego dialogu. I rzeczywiście, kiedy przeczytamy obfitą w konkretną treść konferencję Tereski Świderskiej w naszym Zeszycie Formacyjnym, to zauważymy, że takiego właściwego dialogu musimy uczyć się praktycznie przez całe życie. Te wszystkie warunki właściwego dialogu są liczne i często przez nas nie znane lub całkowicie pomijane, przez co dialog jest słaby lub w ogóle go nie ma.

Tymczasem to, co wynika nie tylko z tej konferencji, ale w ogóle z naszego życiowego doświadczenia, to jedna pewna rzecz: mianowicie, czy sobie to uświadamiamy, czy też nie, dialog jest codzienną i nieodzowną częścią naszego życia. Bo przecież codziennie z kimś rozmawiamy, komunikujemy się… Dlatego na pewno ważne jest, abyśmy ciągle doskonalili umiejętność tego dialogu, dla nas samych, dla naszych najbliższych, dla wspólnoty…, po to, aby nasze wzajemne relacje stawały się coraz lepsze, aby poziom naszych rozmów ciągle wzrastał, aby pogłębiał się nasz wzajemny szacunek i chrześcijańska miłość.

Pewną refleksją, nad którą osobiście zatrzymałem się dłużej, było to, że takim wstępem do właściwego dialogu, pewną jego absolutną podstawą jest to, aby najpierw poznać lepiej samego siebie. Jest też w psychologii taka zasada, która mówi, że im więcej poznam samego siebie, im bardziej będę rozumiał swoje własne reakcje, potrzeby psychiczne, emocje, uczucia…, tym bardziej będę w stanie zrozumieć drugą osobę i tym lepiej będę mógł mu pomóc, itp. Tak więc czymś bardzo ważnym, a często przez nas zupełnie pomijanym jest to, aby zrozumieć i poznać samego siebie. I to też pewnie jest zadanie na całe życie. Nie da się tego uczynić jednym aktem woli, jakąś przeczytaną książką na ten temat lub nawet jakimś pewnym okresem terapii, czy autorefleksji.

Na pewno w takim poznaniu i zrozumieniu samego siebie (nie tylko pod kątem duchowym) pomaga chociażby praktyka codziennego rachunku sumienia. Mimo, że w sensie ścisłym dotyczy ona naszego ducha, naszej formacji chrześcijańskiej, formacji sumienia, to jednak może być dużą pomocą w poznawaniu swojego wnętrza, swoich odczuć, reakcji, emocji… oraz tego, skąd one się biorą, jakie może być ich źródło, ich przyczyna…

Umiejętność poznania i zrozumienia samego siebie jest zapewne również „tematem rzeką” i pewnie warto byłoby zgłębić kiedyś ten temat, jednakże w niniejszych kilku moich słowach chciałbym zwrócić tylko uwagę na ten ważny aspekt w uczeniu się dialogu we wspólnocie.

Zachęcam więc do studiowania konferencji Tereski, wgłębiania się w jej treść i praktykowania tych niełatwych, choć bardzo ważnych i potrzebnych zasad dobrego, właściwego, dojrzałego dialogu… poczynając od zrozumienia samego siebie.

Pamiętajmy również w tym listopadowym czasie o modlitwach za naszych zmarłych, zmarłych z rodzin, z naszych wspólnot, ale też zmarłych, o których nikt nie pamięta. Oni bardzo potrzebują naszej modlitwy, naszych ofiar, dobrych uczynków… A na pewno odwdzięczą się nam swoją modlitwą i ofiarowanym w czyśćcu cierpieniem.

Pamiętajmy też o sobie nawzajem w naszych wspólnotach, w naszych grupach. Jeżeli są takie potrzeby (i o ile to możliwe z naszej strony), to zróbmy komuś zakupy, odwiedźmy kogoś, kto jest samotny, czy zatelefonujmy do niego… Czasami tak niewiele potrzeba, aby wnieść trochę radości i światła w życie naszego brata i siostry, w tym niełatwym dla nas wszystkich czasie…

Pozostaję zjednoczony w modlitwie…

Ks. Daniel Rafał Mokwa, CPPS





piątek, 23 października 2020

Animator Częstochowski X/20

Rozwiązywanie konfliktów i pojednanie we wspólnocie – konferencja na październik


Piszę do was, Moi Drodzy, tę konferencję, dlatego, że ze względu na pandemię, musieliśmy odwołać nasze październikowe skupienie, a chciałbym, abyśmy chociaż w ten sposób mogli się jakoś kontaktować i choć trochę zrekompensować stratę tego odwołanego skupienia… Wierzę jednak, że Pan Bóg sam „zrekompensuje” nam ten czas i na swój sposób udzieli nam owoców tego odwołanego skupienia…

Ponieważ przygotowana przez ks. Andrzeja Szymańskiego CPPS konferencja na październik o rozwiązywaniu konfliktów i pojednaniu we wspólnocie jest dosyć obszerna i treściwa, skupię się na tych aspektach, które mogą być pewnym uzupełnieniem do tej konferencji.

            Pierwszą sprawą, która przyszła mi do głowy, kiedy czytałem tą konferencję ks. Andrzeja, to było to, aby w ogóle starać się nie dopuszczać do żadnych konfliktów, a przynajmniej sztucznie ich nie wywoływać. Bo pomimo, że, jak pisze ks. Andrzej, w większości małżeństw i grup dochodzi do konfliktów, to pewnie zdarzają się i takie grupy, w których jednak nie będzie do nich dochodziło lub będą bardzo sporadyczne. Będą może i wśród nas takie grupy, gdzie konflikty będą częstsze, może dłuższe…

Ks. Andrzej podał nam w swojej konferencji pewne wskazówki, jak rozwiązywać konflikty, Teresa Świderska przesłała nam różne pomocne i praktyczne materiały do szlifowania naszej umiejętności rozwiązywania różnych konfliktów.

To wszystko jest bardzo dobre i przydatne, mam jednak wrażenie, że problem może leżeć jeszcze gdzie indziej, a mianowicie w tym, czy my w ogóle chcemy rozwiązywać konflikty, czy jesteśmy na to gotowi? Bo to, że będziemy mieli wiele pięknych materiałów, to, że będziemy czytali piękne konferencje i szkolili się w tym temacie, nic nam nie da, jeżeli nie będziemy gotowi, aby podjąć się rozwiązania danego konfliktu.

A to wcale nie jest ani łatwe, ani miłe i trzeba do tego dużo odwagi, samozaparcia, miłości… Po prostu trzeba chęci, aby coś zmienić, aby się ruszyć z miejsca, aby podjąć pewne ryzyko (bo jest to związane z pewnym ryzykiem) i spróbować rozwiązywać konflikty, które napotykamy w naszym życiu osobistym, wspólnotowym…

Piszę o tym, ponieważ zauważyłem, że ludzie w naszych czasach w ogóle boją się podejmować rozmów na trudne tematy, boją się wymagać od siebie i od innych słuchania i mówienia prawdy; prawdy, która czasem boli, ale która (powiedziana z miłością i przyjęta z pokorą) oczyszcza i uzdrawia.

Natomiast dosyć łatwo przychodzi nam kłócić się na różne ważne i poważne tematy, łatwo przychodzi nam spierać się na różne argumenty, obstawiać nieugięcie przy swoim zdaniu, przekonywać gorliwie innych do naszego pomysłu, naszego myślenia, itp. Tylko, że potem, kiedy dojdzie do kłótni, konfliktu, nieporozumienia, to wtedy zostawiamy to tak…, zamiatamy pod dywan…, nie wyjaśniamy…, nie próbujemy się pogodzić…, itp. I żyjemy z tym, a to powoli narasta i zarasta w nas i pomiędzy nami, a ten „wrzód” wewnętrzny jednak jest obecny i się powoli, niewidocznie jątrzy…

Zapyta ktoś może: „A co to jest prawda?” albo: „Kto ma monopol na prawdę?” lub: „Kto w ogóle mówi prawdę?” „Komu można uwierzyć?” Bo dzisiaj nawet wewnątrz wspólnoty Kościoła czujemy się nieraz zagubieni, bo nieraz nie wiemy, po czyjej stronie jest prawda… Ja w takich przypadkach zawsze wracam do źródeł: Pismo św., nauczanie Ojców Kościoła, świętych i błogosławionych, mądrych pasterzy Kościoła, takich jak choćby wielcy ostatni papieże: św. Paweł VI, św. Jan XXIII, św. Jan Paweł II, Benedykt XVI.

Jednakże w naszym niniejszym temacie owa „prawda” ma trochę inne znaczenie. Otóż pewnie nie jest tak, że ktoś jeden ma monopol na „prawdę” o sobie samym i o innych, a przynajmniej nie ma monopolu na „całą prawdę” i „tylko prawdę”. I właśnie dlatego należy rozmawiać z drugim człowiekiem, aby wspólnie dojść do „prawdy”, aby wspólnie dojść do pewnych wniosków, które pozwolą nam przynajmniej zbliżyć się do tej prawdy o sobie samym i o innych.

Jednakże nie oszukujmy się, nikt na tym świecie nie zna pełnej prawdy o sobie samym, ani o drugim człowieku. Tą pełną prawdę o mnie samym i o drugim zna tylko Bóg. Dlatego niektóre artykuły w prasie, czy w Internecie lub jakieś programy w telewizji, które zaczynają się od słów: „Pełna prawda o …” są niepoważne i naiwne, bo nikt nie ma monopolu na pełną prawdę. Oczywiście wyłączamy tu kwestie naukowe, które można udowodnić, mówimy tu raczej o „prawdzie o człowieku”.

Tak więc otwarta, szczera, wynikająca i czyniona z miłości rozmowa będzie tym, co może nam pomóc zobaczyć pewną prawdę o sobie samym, jak i o drugim. I jest to bardzo potrzebne, abyśmy umieli ze sobą otwarcie i szczerze rozmawiać. Oczywiście miłość zakłada też wolność daną drugiemu człowiekowi do tego, aby miał prawo odmówić takiej rozmowy. Bo być może taki człowiek chciałby, ale nie jest jeszcze gotowy na taką szczerą rozmowę, jednakże należy do tego dążyć, bo w dojrzałość jest też wpisana ta umiejętność szczerego i otwartego rozmawiania o sobie i o drugim, zarówno o tych dobrych, jak i o słabych stronach naszego „ja”.

Czasami do uczynienia takiego kroku jest potrzebna jakaś motywacja z zewnątrz, od jakiejś osoby trzeciej. Na naszych ostatnich rekolekcjach dla misjonarzy CPPS, które mieliśmy we wrześniu b.r., które prowadził dla nas ks. Prof. Romuald Jaworski, znany i doświadczony psycholog i terapeuta, mieliśmy pewne ćwiczenia praktyczne do wykonania. I właśnie niektóre z nich prowadziły nas do otwartego i szczerego powiedzenia sobie w małych grupach tego, co w każdym z nas jest dobre, ale i tego, co należałoby poprawić. Wszyscy stwierdzili, że było to dobre i potrzebne doświadczenie, ale być może, gdyby ktoś nie zmotywowałby nas do tego z zewnątrz (tym razem był to rekolekcjonista), to być może sami nigdy nie zrobilibyśmy takich ćwiczeń.

Wracając do meritum sprawy, uważam, że główny problem tkwi w tym, aby, mówiąc trochę żartobliwie: „chciało nam się chcieć”, aby chciało nam się rozmawiać poważnie o ważnych sprawach, może trudnych i wymagających dla nas samych i dla drugiego, ale często bardzo potrzebnych. Rozmawiać po to, aby rozwiązywać konflikty, gdzie często jest tak, że „wina leży po obu stronach”, rozmawiać po to, aby coraz lepiej poznawać siebie i drugiego, rozmawiać, aby coraz bardziej dochodzić do pełnej prawdy o sobie samym i o drugim, rozmawiać po to, aby żyć pojednaniem, które w naszej chrześcijańskiej wierze jest jedną z kluczowych spraw.

Kwestia pojednania, która jest zawarta w tytule niniejszego tematu, jest niewątpliwie kolejną ważna sprawą, na temat której można pisać wiele konferencji. Dużo zresztą już o pojednaniu było powiedziane przy różnych innych okazjach i tematach, jednakże to, co napisał ks. Andrzej w swojej konferencji, to, co nam przesłała Tereska w swoich materiałach i co ja starałem się choć trochę od siebie tutaj dodać, to wszystko niewątpliwie może przyczynić się do większego pojednania między nami. Bo dojrzałe rozwiązywanie konfliktów prowadzi również do pojednania.

Ks. Daniel Rafał Mokwa, CPPS Częstochowa, 23.10.2020