niedziela, 25 października 2020
piątek, 23 października 2020
Animator Częstochowski X/20
Rozwiązywanie konfliktów i pojednanie we wspólnocie – konferencja na październik
Piszę do was, Moi Drodzy, tę konferencję, dlatego, że ze względu na pandemię, musieliśmy odwołać nasze październikowe skupienie, a chciałbym, abyśmy chociaż w ten sposób mogli się jakoś kontaktować i choć trochę zrekompensować stratę tego odwołanego skupienia… Wierzę jednak, że Pan Bóg sam „zrekompensuje” nam ten czas i na swój sposób udzieli nam owoców tego odwołanego skupienia…
Ponieważ
przygotowana przez ks. Andrzeja Szymańskiego CPPS konferencja na październik o rozwiązywaniu konfliktów i pojednaniu we wspólnocie jest dosyć obszerna i
treściwa, skupię się na tych aspektach, które mogą być pewnym uzupełnieniem do
tej konferencji.
Pierwszą sprawą, która przyszła mi do głowy, kiedy
czytałem tą konferencję ks. Andrzeja, to było to, aby w ogóle starać się nie
dopuszczać do żadnych konfliktów, a przynajmniej sztucznie ich nie wywoływać.
Bo pomimo, że, jak pisze ks. Andrzej, w większości małżeństw i grup dochodzi do
konfliktów, to pewnie zdarzają się i takie grupy, w których jednak nie będzie
do nich dochodziło lub będą bardzo sporadyczne. Będą może i wśród nas takie
grupy, gdzie konflikty będą częstsze, może dłuższe…
Ks.
Andrzej podał nam w swojej konferencji pewne wskazówki, jak rozwiązywać
konflikty, Teresa Świderska przesłała nam różne pomocne i praktyczne materiały
do szlifowania naszej umiejętności rozwiązywania różnych konfliktów.
To
wszystko jest bardzo dobre i przydatne, mam jednak wrażenie, że problem może
leżeć jeszcze gdzie indziej, a mianowicie w tym, czy my w ogóle chcemy
rozwiązywać konflikty, czy jesteśmy na to gotowi? Bo to, że będziemy mieli
wiele pięknych materiałów, to, że będziemy czytali piękne konferencje i
szkolili się w tym temacie, nic nam nie da, jeżeli nie będziemy gotowi, aby
podjąć się rozwiązania danego konfliktu.
A
to wcale nie jest ani łatwe, ani miłe i trzeba do tego dużo odwagi,
samozaparcia, miłości… Po prostu trzeba chęci, aby coś zmienić, aby się ruszyć
z miejsca, aby podjąć pewne ryzyko (bo jest to związane z pewnym ryzykiem) i
spróbować rozwiązywać konflikty, które napotykamy w naszym życiu osobistym,
wspólnotowym…
Piszę
o tym, ponieważ zauważyłem, że ludzie w naszych czasach w ogóle boją się
podejmować rozmów na trudne tematy, boją się wymagać od siebie i od innych
słuchania i mówienia prawdy; prawdy, która czasem boli, ale która (powiedziana
z miłością i przyjęta z pokorą) oczyszcza i uzdrawia.
Natomiast
dosyć łatwo przychodzi nam kłócić się na różne ważne i poważne tematy, łatwo
przychodzi nam spierać się na różne argumenty, obstawiać nieugięcie przy swoim
zdaniu, przekonywać gorliwie innych do naszego pomysłu, naszego myślenia, itp. Tylko,
że potem, kiedy dojdzie do kłótni, konfliktu, nieporozumienia, to wtedy zostawiamy
to tak…, zamiatamy pod dywan…, nie wyjaśniamy…, nie próbujemy się pogodzić…,
itp. I żyjemy z tym, a to powoli narasta i zarasta w nas i pomiędzy nami, a ten
„wrzód” wewnętrzny jednak jest obecny i się powoli, niewidocznie jątrzy…
Zapyta
ktoś może: „A co to jest prawda?” albo: „Kto ma monopol na prawdę?” lub: „Kto w
ogóle mówi prawdę?” „Komu można uwierzyć?” Bo dzisiaj nawet wewnątrz wspólnoty
Kościoła czujemy się nieraz zagubieni, bo nieraz nie wiemy, po czyjej stronie
jest prawda… Ja w takich przypadkach zawsze wracam do źródeł: Pismo św.,
nauczanie Ojców Kościoła, świętych i błogosławionych, mądrych pasterzy
Kościoła, takich jak choćby wielcy ostatni papieże: św. Paweł VI, św. Jan
XXIII, św. Jan Paweł II, Benedykt XVI.
Jednakże
w naszym niniejszym temacie owa „prawda” ma trochę inne znaczenie. Otóż pewnie
nie jest tak, że ktoś jeden ma monopol na „prawdę” o sobie samym i o innych, a
przynajmniej nie ma monopolu na „całą prawdę” i „tylko prawdę”. I właśnie
dlatego należy rozmawiać z drugim człowiekiem, aby wspólnie dojść do „prawdy”,
aby wspólnie dojść do pewnych wniosków, które pozwolą nam przynajmniej zbliżyć
się do tej prawdy o sobie samym i o innych.
Jednakże
nie oszukujmy się, nikt na tym świecie nie zna pełnej prawdy o sobie samym, ani
o drugim człowieku. Tą pełną prawdę o mnie samym i o drugim zna tylko Bóg.
Dlatego niektóre artykuły w prasie, czy w Internecie lub jakieś programy w
telewizji, które zaczynają się od słów: „Pełna prawda o …” są niepoważne i
naiwne, bo nikt nie ma monopolu na pełną prawdę. Oczywiście wyłączamy tu
kwestie naukowe, które można udowodnić, mówimy tu raczej o „prawdzie o
człowieku”.
Tak
więc otwarta, szczera, wynikająca i czyniona z miłości rozmowa będzie tym, co
może nam pomóc zobaczyć pewną prawdę o sobie samym, jak i o drugim. I jest to
bardzo potrzebne, abyśmy umieli ze sobą otwarcie i szczerze rozmawiać. Oczywiście
miłość zakłada też wolność daną drugiemu człowiekowi do tego, aby miał prawo
odmówić takiej rozmowy. Bo być może taki człowiek chciałby, ale nie jest
jeszcze gotowy na taką szczerą rozmowę, jednakże należy do tego dążyć, bo w
dojrzałość jest też wpisana ta umiejętność szczerego i otwartego rozmawiania o
sobie i o drugim, zarówno o tych dobrych, jak i o słabych stronach naszego
„ja”.
Czasami
do uczynienia takiego kroku jest potrzebna jakaś motywacja z zewnątrz, od
jakiejś osoby trzeciej. Na naszych ostatnich rekolekcjach dla misjonarzy CPPS,
które mieliśmy we wrześniu b.r., które prowadził dla nas ks. Prof. Romuald
Jaworski, znany i doświadczony psycholog i terapeuta, mieliśmy pewne ćwiczenia
praktyczne do wykonania. I właśnie niektóre z nich prowadziły nas do otwartego
i szczerego powiedzenia sobie w małych grupach tego, co w każdym z nas jest
dobre, ale i tego, co należałoby poprawić. Wszyscy stwierdzili, że było to
dobre i potrzebne doświadczenie, ale być może, gdyby ktoś nie zmotywowałby nas
do tego z zewnątrz (tym razem był to rekolekcjonista), to być może sami nigdy
nie zrobilibyśmy takich ćwiczeń.
Wracając
do meritum sprawy, uważam, że główny problem tkwi w tym, aby, mówiąc trochę żartobliwie:
„chciało nam się chcieć”, aby chciało nam się rozmawiać poważnie o ważnych
sprawach, może trudnych i wymagających dla nas samych i dla drugiego, ale
często bardzo potrzebnych. Rozmawiać po to, aby rozwiązywać konflikty, gdzie
często jest tak, że „wina leży po obu stronach”, rozmawiać po to, aby coraz
lepiej poznawać siebie i drugiego, rozmawiać, aby coraz bardziej dochodzić do pełnej
prawdy o sobie samym i o drugim, rozmawiać po to, aby żyć pojednaniem, które w
naszej chrześcijańskiej wierze jest jedną z kluczowych spraw.
Kwestia
pojednania, która jest zawarta w tytule niniejszego tematu, jest niewątpliwie
kolejną ważna sprawą, na temat której można pisać wiele konferencji. Dużo
zresztą już o pojednaniu było powiedziane przy różnych innych okazjach i
tematach, jednakże to, co napisał ks. Andrzej w swojej konferencji, to, co nam
przesłała Tereska w swoich materiałach i co ja starałem się choć trochę od
siebie tutaj dodać, to wszystko niewątpliwie może przyczynić się do większego
pojednania między nami. Bo dojrzałe rozwiązywanie konfliktów prowadzi również do
pojednania.
Ks. Daniel Rafał Mokwa, CPPS
Częstochowa,
23.10.2020
sobota, 17 października 2020
Odpust Świętego Kaspra w Parafii MB Częstochowskiej
Niech Jezus Jubilatów pokropi swoją Przenajdroższą Krwią, czyli swoją Miłością i jeszcze bardziej umocni ich sakramentalny związek .
Po zakończonej Mszy św. nasza
wspólnota WKC rozdawała uczestnikom liturgii koronki/różańce do Krwi Chrystusa
z modlitewnikami oraz obrazki ze św. Kasprem.
Dalszy ciąg uroczystości w salce parafialnej

- Bardzo szybko zyskał sobie sławę jako dobry kaznodzieja. Okazywał także wielkie zainteresowanie problemami społecznymi swojej epoki.
- ks. Kasper del Bufalo z powodu swojego przywiązania do Kościoła i Papieża odmówił Napoleonowi posłuszeństwa (mówiąc: „nie chcę, nie mogę i nie muszę”), został wysłany na wygnanie trwające cztery lata.
- Kiedy Napoleon został pokonany, wrócił do swojego rodzinnego i ukochanego Rzymu i rozpoczął działalność jako apostoł Krwi Chrystusa. Dla misji głoszenia zbawczego orędzia Boskiej Krwi.
- Orędzia o Boskiej Krwi głoszone przez Niego na misjach zapadły głęboko w serce Marii De Matiias, która założyła żeńskie zgromadzenie Adoratorek Krwi Chrystusa (ASC), Św. Maria De Matiias jest patronką miasta Bolesławca, gdzie ASC ma swoją siedzibę.
- Kasper wstawił się u papieża w sprawie ocalenia miasta Sonnino, które miało być zburzone z powodu istniejącego tam rozboju. Z racji grasującej tam bandy odniósł z krzyżem Pana Jezusa zwycięstwo związane również z ich nawróceniem, a mieszkańcy do dziś upamiętniają tę sytuację;
- Pius VII powierzył ks. Kasprowi uzdrowienie moralne całej prowincji dotkniętej bandyckimi napadami.
- Zmarł 28 grudnia 1837 roku, posługując cierpiącym i umierającym podczas epidemii cholery w Rzymie.
* * *
poniedziałek, 5 października 2020
Imieniny Tereski
piątek, 2 października 2020
II. Temat: ROZWIĄZYWANIE KONFLIKTÓW I POJEDNANIE WE WSPÓLNOCIE
NA ROK FORMACYJNY 2020/2021
Ks.
Andrzej Szymański CPPS
Temat roku formacyjnego:
RODZINA KRWI CHRYSTUSA
TEMAT II
Miesiąc: PAŹDZIERNIK 2020
ROZWIĄZYWANIE KONFLIKTÓW I POJEDNANIE WE WSPÓLNOCIE
Podstawą
rozwiązywania konfliktów i
pojednania są dwa przykazania miłości:
|
1. Będziesz miłował Pana
Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich myśli
swoich.
|
Na samym początku tej konferencji zanim przejdę do głównego tematu
chciałbym przytoczyć kilka myśli na temat miłości ludzi, którzy już zakończyli
swe życie na tej ziemi i zostali przez Kościół uznani za świętych.
Np. św. Tereska
z Lisieux napisała:
Kiedy myślę i robię coś z miłością,
czuję, że Jezus działa we mnie.
Zaś
św. Jan od Krzyża zaleca:
Tam,
gdzie nie ma miłości wprowadź miłość, a zbierzesz owoc miłości.
Już te krótkie słowa świętych
wskazują na wielką wagę miłości w życiu człowieka, który świadomie chce
realizować swe powołanie do świętości. Rzeczywiście nie powinno nas to dziwić,
gdyż to właśnie o Bogu mówi się, że jest Miłością. Zatem w istotę Boga wpisana
jest Miłość, więc jeśli ktoś chce rzeczywiście zbliżyć się do Niego i
naśladować Go, to najlepiej właśnie przez Miłość.
Warto
przypomnieć oczywistą prawdę, że każdy z nas i w ogóle każda istota ludzka jest człowiekiem, a
więc kimś jest stworzonym na obraz i podobieństwo
samego Boga. Stąd wyłania się cel pierwszy, a mianowicie:
1.
Przywrócenie w człowieku jego pierwotnego wizerunku, tj. obrazu Boga lub mówiąc językiem bardziej współczesnym, przywrócenie człowiekowi jego
rzeczywistej tożsamości.
Cel drugi, który niejako uściśla cel pierwszy, to
jest:
2. Dążenie
do świętości w Kościele, tzn. bycie we wspólnocie Kościoła i
wykorzystanie wszelkich środków, jakie daje Bóg w tej wspólnocie. Jest to
depozyt wiary, a w tym przede wszystkim Pismo Święte. Jest też nie tylko
możliwość, ale i obowiązek spotykania się razem na Eucharystii. To sprawia, że kiedy
pojawia się konflikt we
Wspólnocie, łatwiej jest go rozwiązać,
nie pozostawiając zranień.
Jako pomoc
na drodze do zbawienia zostały nam dane pozostałe sakramenty.
Cel pierwszy
i drugi jest wspólny dla wszystkich ludzi, choć drugi jest już łaską dla tych
wszystkich, którzy mieli okazję poznać Chrystusa w Kościele, a my niewątpliwie
mamy tę łaskę choćby dlatego, że mamy już ponad tysiącletnią tradycję
chrześcijaństwa w tym kraju, bo dotarło ono do nas w roku 966, w którym odbył
się Chrzest Polski, jak pamiętamy z kart historii.
Cel
trzeci, to życie według reguł założyciela danej wspólnoty, danego Zgromadzenia
w Kościele, o ile ktoś pragnie do takiej konkretnej wspólnoty należeć.
Zatem
w naszym przypadku, jest to Zgromadzenie Misjonarzy Krwi Chrystusa, oraz
Wspólnoty Krwi Chrystusa, które to wspólnoty zostały założone przez
Świętego Kaspra del Bufalo, który powinien być dla nas szczególnym wzorem do
naśladowania.
Zatem
cel trzeci, to:
3. Życie
charyzmatem Krwi Chrystusa.
Nikt chyba
nie wątpi, że aby żyć tym charyzmatem, to trzeba najpierw go poznać, a więc
poznać założyciela i statuty Zgromadzenia, w którym jesteśmy.
Przypomnijmy
zatem, że myślą przewodnią św. Kaspra, która inspirowała jego działanie, była
myśl:
ABY
ŻADNA KROPLA KRWI CHRYSTUSA NIE BYŁA PRZELANA DAREMNIE.
Mówiąc
naszym językiem, św. Kasper chciał pomóc Chrystusowi zbawiać świat, a
zatem musiał bazować przede wszystkim na nauce samego Chrystusa, która wyrażała
się nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w czynach, gdyż Jezus będąc nie
tylko Bogiem, ale też doskonałym człowiekiem, dobrze wiedział, co najlepiej
przemawia do człowieka.
Wobec
tego dziś chciałbym wyjść od słów Ewangelii, która niejako oddaje zarówno sens
tego, na czym bardzo zależało św. Kasprowi, jak i sposób dojścia do celu, który
był dla niego tak bardzo ważny.
Otóż
św. Łukasz pisze:
Potem Jezus wyszedł i zobaczył celnika, imieniem
Lewi, siedzącego w komorze celnej. Rzekł do niego: Pójdź za Mną. On zostawił
wszystko, wstał i poszedł za Nim.
Potem Lewi wyprawił dla Niego wielkie przyjęcie u siebie w domu; a była
spora liczba celników oraz innych, którzy zasiadali z nim do stołu. Na to
szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: Dlaczego
jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Lecz Jezus im odpowiedział: Nie
potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać
do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników (Łk 5,27-32). To jest ewangeliczny przykład rozwiązywania konfliktowych sytuacji. Jezus jest także
dla nas doskonałym
Nauczycielem wychodzenia z
życiowych opresji i nie wchodzenia
w sytuacje konfliktowe.
Ewangelia ta
mówi przede wszystkim o powołaniu jednego z apostołów, który był celnikiem, a
więc człowiekiem nie tylko grzesznym, ale też pogardzanym przez rodaków jako:
kolaborant, zdrajca, oszust i złodziej, bo to były takie czasy.
Mateusz
wybrany przez Jezusa na ucznia wyprawia ucztę dla swojego mistrza. Na tę ucztę
zostają zaproszeni celnicy i grzesznicy. Taka postawa Jezusa i Jego uczniów
zasiadających wraz z grzesznikami i celnikami przy jednym stole gorszyła
faryzeuszy, ale
jednoczyła uczniów. Faryzeusze oceniali
to zachowanie w świetle Prawa i nie rozumieli sensu misji Jezusa, który nie
przyszedł dzielić ludzi na czystych i nieczystych, sprawiedliwych i
niesprawiedliwych, ale szukać i zbawić to, co zginęło (Łk 19,10). Jezus jednał ludzi
niezależnie od stanu pochodzenia, intelektu i
majętności. Czy my zawsze
stosujemy tę zasadę we Wspólnocie?
Faryzeusze
mówili o Nim, że to: przyjaciel celników i grzeszników (Mt
11,19). Jezus bowiem nikogo nie wykluczał ze swojego towarzystwa, ale był
otwarty na wszystkich. Dlatego nie tylko, że nie unikał kontaktu z grzesznikami
i celnikami, z ludźmi z marginesu społecznego, ale szukał ich, a nawet bywał u
nich w gościnie. Taka postawa Jezusa jest dowodem na to, że nikogo nie spisywał
na straty, lecz wszystkim dawał szanse, a spotkania z Nim kończyły się
przebaczeniem grzechów, nawróceniem, przemianą życia. Nie było
już miejsca na
konflikty.
Jednym z
tych, który doświadczył skutków spotkania z Jezusem był celnik Mateusz.
Był on
celnikiem, a więc należał do najbardziej
znienawidzonej grupy ludzi w Izraelu. Celnicy bowiem pobierali podatki na rzecz
Rzymian, stąd oskarżano ich o kolaborację z okupantem, a także o nadużycia,
których się często dopuszczali. Z tej przyczyny faryzeusze nazywali ich
nieczystymi. Twierdzili wręcz, że celnik nie może nawet pokutować za swe
grzechy, gdyż nie jest w stanie wiedzieć dokładnie, ilu ludzi do tej pory oszukał.
Od celników stronili wszyscy Żydzi przestrzegający Prawa. Jezus był tu
wyjątkiem. Jemu nie przeszkadzało to, że Mateusz był celnikiem, że może również
dopuszczał się bezprawia. Jezus nie tylko wszystko mu przebaczył, ale w
dodatku uczynił jednym ze swoich uczniów. Ileż
to razy my
we Wspólnocie stygmatyzujemy różne
osoby i na tym
tle rodzą się
różne konflikty, które
nie łatwo jest rozwiązać. Jednak jest to
możliwe, tylko trzeba zmianę zacząć od
siebie.
Ta scena
powołania celnika pokazuje nam, że każdy człowiek może się zmienić. Dopóki
człowiek żyje, to nie powinniśmy, go przekreślać, spisywać na straty, stronić
od niego. Jeśli ktoś choruje na raka i jego rany cuchną to po prostu zakłada mu
się opatrunek. Duchowe rany też powinno się opatrywać. Jak to robić?
Trzeba
starać się dostrzegać w drugim człowieku głównie dobro, a to co nie jest
doskonałe, przyjmować jako coś co przeszkadza komuś na jego drodze do świętości
i warto zmienić, ale nie dyskwalifikuje go w naszych oczach. Człowiek staje się
naraz najpiękniejszym na świecie, jeżeli spojrzymy na niego oczami miłości,
oczami Boga, niezależnie od tego, co inni o nim myślą. Szczególnie animatorzy
powinni traktować drugiego człowieka trochę na kredyt wierząc, że dobro kiedyś
w nim zaowocuje. Miłość rodzi dobro i pomaga drugiemu wzrastać, jak rosa i
słońce roślinom. Właśnie tak patrzył na człowieka Jezus w przytoczonym
fragmencie Ewangelii. Potrafił wydobyć z Mateusza to co w nim najpiękniejsze.
Potrafił pokazać, że może być nie tylko dobry, ale może nawet być Jego uczniem,
apostołem, który kiedyś wiernie spisze Ewangelię, od której rozpoczyna się
Pismo Święte Nowego Testamentu.
Gdyby Jezus
przyjął standardowy sposób postępowania względem Mateusza i nie zaprosił go do
pójścia za sobą, to prawdopodobnie człowiek ten do końca swego życia
prowadziłby życie grzeszne jako celnik. Jednak Jezus zaufał komuś, komu tak
naprawdę nie powinno się ufać, gdyż człowiek ten wyspecjalizował się w
oszustwie, wyrzekł się swej godności Izraelity na rzecz łatwego życia w
dobrobycie. Jezus pokazuje nam, metody
i sposoby unikania
konfliktów poprzez uczenie ludzi
dobrego postępowania i mowy miłości.
Dobroć
Jezusa i zaufanie na kredyt dla drugiego człowieka sprawiały, że tak wielu
ludzi doświadczało przemiany życia po spotkaniu z Nim. Ewangelia o Mateuszu
pokazuje jak w naturalny sposób Jezus to robił. Po prostu przychodził do
czyjegoś domu siadał za stołem i rozmawiał. A ile my dziś mamy takich okazji?
Rozmowa z
Jezusem była jednak inna niż z każdym innym człowiekiem, bo Jezus, Bóg pełen
Miłości kochał każdego człowieka i to czuli ci, którzy mieli szczęście Go
spotkać. Szczególnie jednak umiłował swoich uczniów, których powołał, aby
towarzyszyli Mu na co dzień, aby potem kontynuowali Jego dzieło, a na
przykładzie Mateusza widzimy, że wprowadzał w życie słowa, które wypowiedział
do oburzonych faryzeuszy: Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia
sprawiedliwych, lecz grzeszników. A skoro
tak, to w Jezusie nadzieja, że nas grzeszników nauczy żyć
w jedności i miłości. Mamy
ufać Jezusowi, że poprzez konflikt
poznamy lepiej siebie, a w
pojednaniu spotkamy żywego
Zbawiciela.-
Warto się
zastanowić w jaki sposób Jezus miłował swych uczniów i dlaczego ich miłował? „O!
Nie; na pewno nie mogły Go pociągnąć ich zalety naturalne; gdyż nieskończona odległość
dzieliła Go od nich. On; Jezus był Wiedzą, Wiekuistą Mądrością, Miłością,
Świętością; Nieskończoną Doskonałością, a oni byli biednymi grzesznikami,
ludźmi prostymi i pełnymi przyziemnych trosk i myśli” (Św. Teresa od Dzieciątka
Jezus – Dzieje Duszy). Mimo to Jezus nazywa ich swymi przyjaciółmi, swymi
braćmi. Chce, ażeby panowali z Nim razem w Królestwie Jego Ojca i pragnie
umrzeć na krzyżu, aby im to Królestwo otworzyć, ponieważ sam powiedział: Nikt
nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół
swoich (J 15,13).
W historii
Kościoła było wiele osób, które zrozumiały Miłość Jezusa i pragnęły swoim
życiem odpowiedzieć na nią. Są to święci, ci zauważeni i kanonizowani oraz ci
cisi święci, którzy żyli gdzieś ukryci przed oczami innych ludzi żyjąc może
gdzieś w ubogiej wiosce, małym miasteczku, czy zamknięci za drzwiami swego domu
w cichości cierpiąc, modląc się, spełniając swoje codzienne obowiązki zasłużyli
sobie na to miano. To
jest właśnie najlepsze lekarstwo we współczesnym
świecie, by nie powstawały konflikty, niezrozumienie i zawiść. Wspólnota jest
tym środowiskiem, gdzie uczymy
się życia w
jedności i miłości.
Po tym
długim wstępie zastanówmy się nad konkretnymi sposobami rozwiązywania
konfliktów w grupach WKC. Trzeba jasno powiedzieć, że do konfliktów dochodzi w
większości małżeństw, wspólnot. Całkowity brak spięć i konfliktów niekoniecznie
świadczy o idealnej jedności, ale może również oznaczać tylko zewnętrzny
spokój, pod którym się kryje ból, poczucie krzywdy i narastające rozgoryczenie.
Nie chodzi o to, żeby konfliktów
za wszelką cenę unikać, ale o to żeby je dobrze i mądrze rozwiązywać.
Jakie są
zasady rozwiązywania konfliktów?1)
a) Nie
powiększać konfliktu (eskalacja) słowami, podniesionym tonem: kto
odporniejszy, kto ma silniejsze nerwy, powinien przerwać kłótnię – zamilczeć,
zająć się czymś innym, obrócić w żart, poczekać, aż miną emocje. Ta uwaga jest
bardzo istotna gdyż w emocjach można powiedzieć wiele przykrych słów, których
by się nigdy normalnie nie powiedziało, a niestety na długo mogą one pozostać w
pamięci drugiej osoby.
b) Nie
tłumić w sobie, nie spychać do podświadomości, ani też nie zamykać się w
sobie, to oddala i wzmaga wrogość. Św. Paweł daje radę: Gniewajcie się, a nie grzeszcie. Niech nad waszym gniewem nie zachodzi
słońce (Ef 4,26). Św. Paweł nie mówi więc – nigdy nie wyrażajcie swojego gniewu (bo przecież jak ktoś wyraża
gniew, to znaczy, że coś chce zmienić, na czymś mu zależy), ale umiejcie przejść od gniewu do przebaczenia
i rozwiązania sprawy.
c) Nie
uciekać od problemu, który jest przyczyną bólu, ale trzeba zastanowić się nad
przyczynami konfliktu – dlaczego zaistniała taka, a nie inna sytuacja? Najpierw jednak należy szukać przyczyn w
sobie. Każdy człowiek ma skłonność do tego, aby szukać przyczyn konfliktu
poza sobą, a nie w sobie, czyli obwiniania drugiej strony, a nie siebie i taka
sytuacja do niczego dobrego nie prowadzi. Nie oznacza to, że zawsze winna jest
tylko jedna strona konfliktu, ale czasem i tak bywa. Wówczas o ile to możliwe
należy podejmować kolejne próby wspólnego rozwiązania problemu.
d)
Konflikty trzeba rozwiązywać – wspólnym
wysiłkiem, stawiając jako dobro nadrzędne, dobro wspólnoty.
Jak to
robić? Przede wszystkim przez otwartą
rozmowę o tym, co mnie boli, rani, z czym się nie zgadzam – słowem, co powoduje
konflikt.
W tej
szczerej rozmowie, która może mieć nawet formę sprzeczki, trzeba pamiętać,
żeby:
–
nastawiać się na cel –pogodzenie,
szukanie prawdy, a nie na obronę siebie czy pognębienie drugiej osoby
racjami i argumentami. Atakować problem,
który dzieli i rani, a nie drugą osobę. Trzeba więc zakładać, że ja mogę się
również mylić np. źle interpretując intencje drugiej strony lub odbierając
rzeczywistość przez pryzmat własnych zranień. Szczera rozmowa w duchu
pojednania powinna dać efekt, chociaż nie należy wymagać od drugiej osoby,
aby natychmiast zmieniła swój pogląd lub postępowanie. Niektórzy ludzie
potrzebują wiele czasu na przemyślenie, a kiedy już zrozumieją na czym polega
problem, to ich przemiana jest trwała.
– nie
przeceniać znaczenia własnych słów i argumentów (zwłaszcza mężczyźni),
bo kobieta myśli sercem, a nie sylogizmami.2) W takiej sytuacji wszelkie argumenty są
opacznie tłumaczone i wtedy najlepszym rozwiązaniem jest pokazanie w
działaniu swoich wartości, a nie w słowach. Wtedy też należy prosić Pana Boga,
aby naprawił to, co złego stało się w relacji do drugiej osoby i na nowo
przyczynił się do pojednania. Oprócz tego każdy człowiek ma swego Anioła
Stróża, którego też warto prosić o pomoc.
– nie
wychodzić, nawet w kłótni, poza to, co jest jej przedmiotem, a więc nie uogólniać konkretnego
przypadku stwierdzeniem – „a bo ty to zawsze jesteś...”.
– nie wypominać dawnych
błędów i grzechów.
–
doświadczenie potwierdza, że lepiej powiedzieć dziesięć słów za mało, aniżeli
jedno za dużo. Chodzi zwłaszcza o takie słowa, które ranią godność. „No, tego
to już za dużo, tego ci nie podaruję”.
Warto tu
obiektywnie spojrzeć na własne życie, a wtedy okaże się, że było w nim wiele
błędów, których nie chcielibyśmy wspominać tym bardziej, gdy już ich nie
popełniamy. Raczej należy się cieszyć z pozytywnej przemiany człowieka niż
wypominać mu to, co kiedyś złego zrobił.
Popatrzmy na Jezusa, który sam wolał umrzeć na krzyżu
niż stracić w piekle wielu ludzi. On też zawsze przebacza w sakramencie pokuty
zapominając o tym, co było złe. Zatem my ludzie powinniśmy tym bardziej sobie
przebaczać i nie wracać do przeszłości, w której ktoś sprawił nam ból.
– nie
przekreślać nigdy całego człowieka.
– proponować
rozwiązanie i zmierzać do rozwiązania, to złota
zasada prowadząca do doskonalenia relacji międzyludzkich we Wspólnocie, do doskonalenia siebie w miłości.
„Konflikt, jak drzewo, im dłużej rośnie, tym głębiej zapuszcza korzenie, powiększa konary i tym większy rzuca cień.” – Teresa Świderska
----------------------------------------------------------------------------------------
1.
Sposoby rozwiązywania konfliktów
zaczerpnięte zostały z pracy zbiorowej pt. Przygotowanie
do małżeństwa, pod redakcją ks. Władysława Szewczyka, s. 274-276
2.
Sylogizm (– konkluzja, wniosek) – schemat
wnioskowania na podstawie dwóch przesłanek, które zawierają wspólny element, a
każdy element wniosku zawarty jest w dokładnie jednej przesłance.










